Nowy rewelacyjny portal społecznoścowo-rekomendacyjny w Polsce

 

fa24eb407b9464c66f646701758d362b20Polsce został otwarty popularny w USA serwisu rekomendacyjno-społecznościowego Yelp (www.yelp.pl). To połączenie usług geolokalizacyjnych, porównywarki czy serwisu oferującego zniżki najróżniejszych towarów. Wyszukiwarka pozwala użytkownikom wyszukać punkt geograficzny, miejsce czy usługę, przeczytać recenzje, wystawić własną opinię, "zameldować się" w wybranym miejscu czy przyznać punkty.

Szukając np. jakiejś restauracji, otrzymujemy mapę, adres, a także opinię kogoś, kto już w nim był i zrecenzował menu. Yelp funkcjonuje zarówno jako strona internetowa, ale także w postaci mobilnych aplikacji dostępnych na smartfony i tablety z iOS oraz Androidem (na razie wyłącznie z kategoriami dla Warszawy i Krakowa), a także smartfony z Windows Phone oraz urządzenia BlackBerry.

Na razie strona internetowa w polskiej wersji działa nie najlepiej, natomiast aplikacje mobilne dość dobrze. Dysponują one wyszukiwarką, przeglądem katalogó, danymi teleadresowymi. Są też opcje społecznościowe na czele z możliwością meldowania się w danym miejscu oraz kontaktu i informacji o aktywności znajomych. Z kolei dla firm jest opcja prezentacji oraz możliwość akcji z upustami.

{module Google reklama arty}

Fantastyczna jest funkcja o nazwie monokl, która umożliwia wyświetlanie informacji o lokalach gastronomicznych i firmach, które znajdują się w zasięgu naszego wzroku. Brakuje tylko recenzji od polskich użytkowników. Yelp powstał w 2004 roku jako serwis społecznościowy.

Założyli go byli pracownicy PayPala. Jeden z nich, J. Stoppelman, szukał dobrego stomatologa, jednak nie interesowały go reklamy, lecz opinie pacjentów. Wtedy wpadł na pomysł założenia serwisu umożliwiającego odnajdywanie lokalnych firm. Z dowolnej branży, nie tylko gastronomicznej. To był sukces. Dziś spółka, notowana na nowojorskiej giełdzie, osiągnęła wartość ponad 1,7 miliarda dolarów i liczy miesięcznie blisko 80 milionów odwiedzin. Użytkownicy serwisu zamieścili w nim 30 milionów recenzji.

red. mediologia.pl

 

Drukuj E-mail

Ile zarabiają na naszym klikaniu Google i Facebook

google-flight 1490729aAnalitycy społeczeństwa informacyjnego są szczerzy aż do bólu – według nich internauci są stadem baranów wykorzystywanych przez wielkie firmy do zarabiania miliardów dolarów na ich skrajnej głupocie i niedojrzałości. A. R. Galloway powiedział, że:

„Tragedia polega na tym, że obecnie jesteśmy zmuszani do bycia interaktywnym. Kiedy używam Googl’a umieszczam wpis na blogu, wysyłam e-maila, tworzę – wraz z milionami innych osób – zachowania o komercyjnym potencjale, z którym Google może wchodzić interakcje, zarabiając na tym. A ja  oczywiście nie mam z tego ani grosza”.

No własnie a ile i jak firmy internetowe zarabiają na naszym klikaniu? Facebook śledzi 91% stron, jakie odwiedzamy, Google tylko 65%, ale to Google zarabia na naszych danych więcej. To dzieki Privacyfix - rozszerzenie do Firefoksa iChrome, możemy dowiedzieć się , kto nas śledzi i na jaką skalę. Rozszerzenie umożliwia też dostosowanie opcji prywatności. Po zainstalowaniu rozszerzenia do przeglądarki dodawana jest ikonka, która przełącza nas na "deskę rozdzielczą" z różnymi informacjami i opcjami. Jedną z ciekawszych funkcji Privacyfix jest informowanie użytkownika o tym, ile pieniędzy Facebook i Google mogą zarabiać na jego danych.

red. mediologia.pl

Drukuj E-mail

USA szkolił w 100 krajach prokuratorów ds. prawa autorskiego

acta4Wolność – taka jaką znaliśmy – kończy się definitywnie w Internecie. 1 października tego toku w Japonii weszła w życie ustawa przewidująca bardzo surowe kary za pobieranie nieautoryzowanych kopii plików. Nowe prawo jest proste - jeśli pobierasz, to będziesz ukarany.

W praktyce może się to okazać bardziej skomplikowane, bo prawo nie będzie dotyczyć wyłącznie technologii P2P. Każde pobieranie pliku umieszczonego w sieci – nawet z YouTube - bez zgody posiadaczy praw autorskich może skutkować karą. 13 maja 2009 Francuskie Zgromadzenie Narodowe przegłosowało prawo Hadopi.

Jest ono najsurowszym w UE prawem antypirackim. Słowo HADOPI jest skrótem od Haute autorité pour la diffusion des œuvres et la protection des droits sur Internet ("Wysoki urząd ds. rozpowszechniania utworów i ochrony praw w Internecie"), czyli nazwy organu powołanego do życia na mocy tej ustawy. Użytkownikowi podejrzanemu o łamanie prawa autorskiego w Internecie, po otrzymaniu dwóch ostrzeżeń, przy trzecim wykryciu łamania praw autorskich, odcięty zostaje dostęp do Internetu lub zostaję nałożona kara finansowa. HADOPI została przegłosowana przez francuskie Zgromadzenie Narodowe 13 maja 2009 roku.

Ustawa jest wprawdzie źródłem wielu kontrowersji -, głównie z powodu drakońskich kar nakładanych na osoby łamiące prawa autorskie w Internecie, wśród których znajduje się między innymi całkowite odcięcie dostępu do sieci oraz kary finansowe sięgające kilku tysięcy euro – jednak władze francuskie konsekwentnie ją stosują.

Przy okazji protestów przeciwko ACTA wspominaliśmy o podobnym porozumieniu — TPP (Trans Pacific Partnership). Jest to międzynarodowa umowa, podobna do ACTA, ale według analityków mająca większy potencjał jeśli chodzi o naruszanie prywatności internautów. TPP narzuci państwom, które podpiszą porozumienie, prawne „zachęcanie” dostawców usług do współpracy z posiadaczami praw autorskich. I tak, w miejscu, gdzie ACTA zaledwie dopuszcza przekazanie danych osobowych domniemanego „pirata” wytwórni filmowej, TPP to działanie zwyczajnie narzuci.

Czytaj: Ceta = Acta walczymy z pańszczyzna XXI wieku

 

W tej chwili w USA TPP są w praktyce podpisane. To wszystko dowodzi, że – tak jak pisaliśmy – funkcjonowanie Internetu zostanie podporządkowane całkowicie wymogom handlu, co może skończyć się katastrofą ekonomiczną. Co wiecej, jak się dowiedzieliśmy Amerykański Departament Sprawiedliwości angażował się w szkolenie sędziów i prokuratorów z ponad 100 krajów w obszarze ochrony praw autorskich. Nie od dziś wiadomo, że USA dość mocno naciskają na zaostrzenie ochrony praw autorskich w różnych krajach, ale oddziaływanie bezpośrednio na sędziów i prokuratorów wydaje się szczególnie niepokojące. Eric Holder kierujący tą akcją w ramach Departamentu bezpieczeństwa powiedział ostatnio :

Ponieważ przestępstwa przeciwko własności intelektualnej są z natury globalne, nadałem priorytet wzmacnianiu zaangażowania międzynarodowego. W rzeczywistości, do dziś, urzędnicy Departamentu szkolili, edukowali i spotkali się z tysiącami zagranicznych sędziów, prokuratorów, śledczych oraz prawodawców z ponad 100 krajów w zakresie ochrony własności intelektualnej. Osobiście podróżowałem do Chin, Hong Kongu, Malezji, Brazylii, na Węgry oraz do Niemiec aby spotkać się ze swoimi odpowiednikami (...) by podkreślić znaczenie walki z przestępstwami przeciwko własności intelektualnej na skalę globalną, z globalną strategią”.

Wynika z tego, że Stany Zjednoczone nie chcąc czekać na zaostrzone prawo, zachęcają rzekomo niezawisłe organy do działania zgodnie z wypracowanymi przez USA koncepcjami (wspomnianą przez Holdera "globalną strategią"). Krótko mówiąc USA zachowują się w stosunku do innych krajów jak typowy kolonizator. Wymieńmy tylko dwa przykłady: W Szwecji proces przeciwko The Pirate Bay mógł być wynikiem nacisków amerykańskich.

W procesie tym decyzje wydawali sędziowie związani z organizacjami antypirackimi, a więc stronniczy. W Wielkiej Brytanii duże emocje wywołała ekstradycja Richarda O'Dwyera, który może odpowiedzieć przed amerykańskim sądem za naruszenia praw autorskich pomimo faktu, że nie jest Amerykaninem i nigdy nie prowadził działalności w USA.

Piotr Piętak

 

Drukuj E-mail

e-handel nowe logo Facebooka

facebook iconsFacebook z portalu społecznościowego zmienia się konsekwentnie w firmę komercyjną, naruszając w ten sposób przyzwyczajenia swoich użytkowników. Ta nowa strategia informatycznego giganta może – wg. specjalistów – skończyć się kompletną klapą. W Polsce pamiętamy dobrze co się stało z „gronem”.

Ostatnio, dowiedzieliśmy się, że Facebook wprowadzi przycisk "chcę", który umożliwi użytkownikom tworzenie list wymarzonych produktów. Początkowo – najprawdopodobniej - funkcja nie będzie przynosić Facebookowi przychodów, ale w dłuższej perspektywie czasowej przycisk „chcę” może być furtką do uzyskiwania zysków z dynamicznie się rozwijającego rynku e-handlu, który jest najprostszym sposobem na sprzedawanie tych list różnym firmom.

czytaj - Facebook 1 miliard uzytkowników - maszyna do robienia pieniedzy

 

Znajomość preferencji klienta to w dzisiejszych czasch najwartościowszy kapitał. Rzeczniczka Facebooka powiedziała agencji Reuters, że użytkownicy będą mogli przejść z oznaczonych produktów prosto do sprzedawcy, ale Facebook nie otrzyma z tego tytułu żadnej prowizji.

Wiadomo jednak – od programistów Facebooka -, że oprócz przycisku "want" mogą się pojawić także przyciski "collect" (zbieram) oraz "like" (lubię). Nowy przycisk "like" ma jednak różnić się w działaniu od tego tradycyjnego - będzie powodował umieszczenie informacji o "lubieniu" danego produktu w osi czasu użytkownika. I najważniejsza z punktu widzenia marketingu informacja: nowe funkcje są testowane w porozumieniu ze sprzedawcami.

Stopniowo będą udostępniane użytkownikom z USA. Biorąc pod uwagę te wszystkie prasowe doniesienia można sobie wyobrazić rozszerzenie usługi o różne opcje płatne. Brak prowizji za napędzanie ruchu do sprzedawców na obecnym etapie oznacza tylko, że ta prowizja nie pojawia się aktualnie, ale znajomość ekonomii elektronicznej podpowiada, że zostanie ona uaktywniona za jakiś czas.

Pisaliśmy już, że w ostatnim czasie Facebook intensywnie działa na rzecz spieniężenia swojego potencjału. Jest to potencjał niespotykany, bo serwis przekroczył próg miliarda aktywnych użytkowników miesięcznie. Tego typu kapitał społeczny o bardzo dużej sile wymiany informacji pomiędzy jego uczestnikami jest – dla firm – bezcenny. Facebook zmienia się w firmę. e-handel – to jest nowe logo Facebooka.

Piotr Piętak   (źródła -  agencja Reuters - portal di.com.pl)

Drukuj E-mail

Wolą Facebooka i Twittera niż seks

jessica biel too beautifulDla nastolatków – ale nie tylko bardziej kuszące niż seks są portale społecznościowe Facebook i Twitter. Portale są większe pokusą niż seks, alkohol i tytoń, według badań z Uniwersytetu w Chicago, przeprowadzonych w tym roku.  Badanie pokazuje, że w USA 18-25-latki są przede wszystkim uzależnione od Facebooka i Twittera.

Badania wykazały także, że aktywność seksualna czy sen są mniej ważne od obecności na portalu, która działa jak klasyczny narkotyk. Młodzi ludzie nie mogą oprzeć się coraz intensywniejszemu wejściu w wirtualny świat portali społecznościowych m.in. dlatego, że umożliwiają one oderwanie się od codziennych kłopotów a przy tym są wszechobecne i łatwo dostępne, tak przynajmniej twierdzi kierownik badań Wilhelm Hofman oraz socjolog Jean-Claude Kaufmann. Jednoczesnie jednak prostytutki przy pomocy Facebooka rekrutuja klientów.

czytaj  - 80% prostytutek...

Każdego miesiąca, badania, mniej lub bardziej poważne, pokazuje, jak Internet pożera prywatność i staje się namiastką seksu. 33% Amerykanów wolało porzucić seks zamiast smartfona według badań opublikowanych w ubiegłym roku. Niedawno, australijscy naukowcy odkryli, że prawie 3% Australijczyków konsultuje swoje konta na Facebooku podczas uprawiania seksu. Niewiarygodne.

red. mediologia.pl  (źródło - Le Figaro)

Drukuj E-mail