Ocena użytkowników:  / 2

W redakcji portalu mediologia.pl zaszły istotne zmiany. Zarówno osobowe jak i  ideowe. Od dzisiaj portal będzie zajmował się  tylko i wyłącznie zagrożeniami jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacji internetowej. Poprzednia redakcja także o tym pisała, ale w ciągu ostatnich trzech lat nastąpiły istotne zmiany w postrzeganiu Internetu jako narzędzia, które może doprowadzić do zagłady cywilizacji opartej na poszanowaniu jednostkowych wolności. Cywilizacja Internetu radykalnie zmienia funkcjonowanie ludzkiej pamięci,  likwiduje pamięć „długotrwałą” co w konsekwencji prowadzi do powstania pokolenia pozbawionego historycznej wyobraźni. Grozi to tragicznymi konsekwencjami dla ludzkiej wspólnoty, która bez wiedzy o korzeniach powstania cywilizacji liberalno-demokratycznej skazana jest na powolne obumarcie. Dlatego postanowiliśmy upowszechniać wiedzę na temat  zagrożeń jakie niesie ze sobą żywiołowy rozwój kultury internetowej. W tym celu będziemy starali się  dyskutować o książkach poruszających ten – zasadniczy dla funkcjonowania demokracji w warunkach informatyzacji – temat. Myślę przede wszystkim o takich pozycjach jak:

- Nicholas Carr „Płytki umysł – jak internet wpływa na nasz mózg”

- Manfred Spitzer „Cyfrowa demencja”

- Gary Small i Gigi  Vorgan „Mózg – Jak przetrwać technologiczną przemianę współczesnej umysłowości”

Oczywiście będziemy wdzięczni jeżeli czytelnicy poinformują nas o innych wartościowych pozycjach, poruszających te tematy, wychodzących w języku angielskim czy francuskim. Internet – szerzej cywilizacja medialna – likwiduje powoli to co towarzyszyło rozwojowi liberalno-demokratycznej cywilizacji, a mianowicie literaturę szczególnie prozę. Jest to radykalna rewolucja w historii ludzkości. Od połowy XVII wieku, Polak czy Francuz stawał się obywatelem czytając, dzisiaj staje się obywatelem – oglądając telewizję i surfując po Internecie. Z cywilizacji słowa zmieniamy się w cywilizację obrazów.  Skutki będą dramatyczne. Nie mu już obywateli czytających. Są tylko „pożeracze” obrazów

Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 3
Pierwsze miesiące roku 2013-tego przynoszą kolejne pożegnania artystów, którzy tworzyli oryginalne odmiany brzmienia muzyki rockowej na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. 6 marca niespodziewanie odszedł lider zespołu Ten Years After –Alvin Lee, okrzyknięty po Festiwalu w Woodstock najszybszym gitarzystą świata. Był kompozytorem, autorem tekstów, muzykiem, wokalistą i niekwestionowanym liderem blues-rockowej formacji, która wielokrotnie występowała dla liczonej w dziesiątkach tysięcy publiczności, nagrała 16 albumów, a mimo przerw w działalności pozostawała na scenie muzycznej przez niemal pięć dekad. Zaledwie dzień później, bo 7 marca media podały wiadomość o śmierci kolejnego wirtuoza gitary Petera Banksa, który był współzałożycielem i pierwszym gitarzystą grypy Yes. Zafascynowanego Hendrixem artystę pamiętamy z rozbudowanych, a przy tym finezyjnie zagranych partii m.in. na płytach otwierających bogatą karierę tego zespołu. Po roku 1970r. gitarę Banksa słyszymy w utworach kolejnych jego zespołów - Blodwyn Pig, Flash, Empire i Hormony in Diversity, ale to właśnie Yes przoduje wśród najbardziej znanych grup grających wyrafinowany rock symfoniczny. Tej wiosny fani niepokornej muzyki nie czekali zbyt długo na kolejną smutną wiadomość. 20 maja w niemieckim Rosenheim zmarł Ray Manzarek, założyciel grupy The Doors, która mimo upływu czasu wciąż pozostaje żywą legendą psychodelicznego rocka, a także artystycznym symbolem epoki poszukiwań i eksperymentów zbuntowanych pokoleń Zachodu. Urodzony 12 lutego 1939r. w Chicago Ray był synem polskich emigrantów Heleny i Raymunda. Na wstępie uzyskał bardzo staranne wykształcenie muzyczne o profilu klasycznym w miejscowym konserwatorium, by później podobnie jak Jim Morrisom ukończyć wydział filmowy na Uniwersytecie Kalifornijskim. Tam właśnie zeszły się drogi oryginalnego poety oraz zamiłowanego w muzyce Chopina muzyka i kompozytora. Jim miał opinię niebyt przewidywalnego ekscentryka, a przy tym, co brzmi dziwnie, był raczej nieśmiały i to właśnie Ray, który dostrzegł w nim potencjał sceniczny oraz błysk literackiego geniuszu namówił go do występów ze swoim zespołem. Manzarek w ogóle słynął z pozytywnego stosunku do ludzi, w których zawsze starał się odnajdywać jakieś pozytywne wartości. Wszechstronni artyści postawili wówczas na przekaz muzyczny, który najlepiej docierał do milionów protestujących ludzi po obu stronach Oceanu. Po dokooptowaniu gitarzysty Robby Kriegera oraz perkusisty Johna Densmore’a grających dotąd muzykę jazzową (głównie flamenco) zadebiutowali, jako The Doors w roku 1967 i z miejsca wspięli się na szczyty list przebojów utworem Light My Fire, zajmując m.in. pierwsze miejsce na prestiżowej liście The Billboard Hot 100. O ile niezbyt melodyjne, a przez to mniej chwytliwe dla przeciętnego słuchacza utwory grupy Ten Years After, czy Yes nie funkcjonują dzisiaj w przestrzeni medialnej na kształt piosenek Presleya, Beatlesów, czy Rolling Stonesów, to działający zaledwie cztery lata w swym pierwszym, oryginalnym składzie kwartet The Doors wszedł nie tylko do panteonu muzyki rockowej, lecz nadal fascynuje kolejne pokolenia słuchaczy, co ważne ponad podziałem kulturowym, społecznym, czy wręcz politycznym. Ta sztuka po prostu się broni, bo jest autentyczna, a zatem bez wielkich zabiegów marketingowych wciąż pozostaje żywa. Wielu fanów pamięta oczywiście „Working on The Road”, „I’m Going Home”, „Love Like a Man”, czy antywojenny hymn hippisów „I’d Love to Change The World”, które to utwory skomponował, zaśpiewał i opatrzył porywającymi solówkami Alvin Lee. Niektórzy zapewne wracają też do utworów z albumów Yes (1969), czy Times and Word (1970) grupy - Yes, lecz standardy Dorsów typu „Light My Fire”, czy „Riders On The Storm” nadal są odtwarzane przez wszystkie stacje świata i nagrywane przez kolejnych artystów, których zmartwieniem pozostaje najczęściej to, żeby otrzymanego materiału nie zepsuć. Mimo coraz to większych kłopotów, jakie sprawiał zespołowi niesforny Morrisom, grupa zdążyła nagrać wiele płyt, pozostawiając po sobie przeboje z albumów The Doors (1967), Strange Days (1967) , Waiting for The Sun (1968), The Soft Parade (1969), Morrisom Hotel (1970) i LA Woman (1970), które zawierały też bardziej rozbudowane utwory opatrzone recytacjami poetyckimi Jima oraz powodującymi ciarki na plecach słuchaczy pasażami klawiszowymi Raya Manzarka. Przykładem udanych kompilacji mogą być przygnębiające w nastroju, a przy tym kontrowersyjne w treści utwory „The End” i „When The Music’s Over”. Niektórzy twierdzili nawet emocjonalnie, że sztuka The Doors mimo, że tworzona w epoce narkotyków, uważanych za szalenie inspirujące, sama te środki doskonale zastępowała, wprowadzając ludzi w prawdziwy „odlot’, co docenili odbiorcy ich muzyki kupując ponad 100 milionów płyt. Po nagłej śmierci Morrisona grupa starała się kontynuować swoją działalność, lecz dobra muzyka pozbawiona charyzmatycznego autora tekstów i wokalisty odebrała jej zbyt wiele dawnych atutów, co spowodowało, że Ray po nagraniu z kolegami kolejnych płyt poświęcił się głównie komponowaniu, karierze solowej, a także literaturze (pisał m.in. powieści). O ile uwielbiający alkohol i nie stroniący od narkotyków Jim – Król Jaszczur (jak sam siebie nazywał) generował masę skandali obyczajowych, zrywał koncerty i wpadał w kłopoty prawne, to drugi z założycieli grypy Rey prowadził znacznie bardziej umiarkowany tryb życia. Jim Morrisom zerwał definitywnie kontakty z ojcem Georgem - kontradmirałem, który m.in. przeżył w 1941r. atak Japończyków na Pearl Harbor i swoją bardzo tradycyjną rodziną, a pytany o rodziców zazwyczaj mówił, że nie żyją. Z kolei toksyczny związek z narkomanką Pamelą Courson, którą nazywał swoją „kosmiczną przyjaciółką” przyczynił się wprost do jego śmierci w wieku zaledwie 28 lat. Raby Manzarek utrzymywał natomiast stałe kontakty z rodzicami, z braćmi Rickiem i Jamesem założył swoją pierwszą kapelę, a umierając 42 lata później, pozostawił po sobie żonę Dorothy, którą poślubił w 1967 roku i założoną wtedy rodzinę. W wywiadach zwykł wręcz o sobie mawiać, że jest „Polakiem zamieszkałym w USA” , wskazując na obecność chopinowskiego ducha także w wielu utworach The Doors. Efektem kilkuletniej współpracy tych, jakże odmiennych indywidualności było zjawisko, którego historię odnajdujemy we wspomnieniach Raya Manzarka wydanych p.t. ”Rozpal we mnie ogień. Moje życie z The Doors”. Krzywiący się na powszechną dziś wielokulturowość, synkretyzm i ciągle poszukiwania, obecne w wielu gatunkach sztuki z całą pewnością nie ogarniają większości zjawisk, których pozytywne aspekty wynikają właśnie z udanego otwarcia się artystów na różne formy ekspresji nie tylko w obszarze jednego kraju, czy regionu, ale także, a może nawet głównie - w wymiarze międzykontynentalnym. Czym byłby dzisiejszy świat bez Presleya, Beatlesów, Doorsów czy Pink Floyd? Jaki kierunek przybrałyby pokoleniowe przemiany, gdyby nie Lato Miłości 1967, rock - festiwale w Monterey, Woodstock, czy Isle of Wright? Gdyby nie protest globalny przeciwko wynaturzeniom władzy, bezkarnie siejącej nienawiść i sprowadzającej śmierć na miliony ludzi w kolejnych wojnach - o pieniądz i władze nad światem. Z całą pewnością kontynuacja polityczna mogłaby objąć kwestie bardzo dalekie od dobra, piękna i prawdy, a społeczeństwa konsumpcyjne pozbawione często naiwnego idealizmu zbuntowanych pokoleń mogły do reszty pogrążyć się w prymitywnym materializmie, odchodząc nie tylko od chrześcijańskich korzeni, ale też od jakiejkolwiek patrzącej ponad doraźność myśli. Artyści kojarzeni z buntem młodych w obliczu zakłamania społeczeństw, bezkarności polityków oraz prymatu konsumpcji przy jednoczesnym bezsensie zinstytucjonalizowanej zbrodni, zostawiają po sobie nie tylko trwałe świadectwo czasów kontestacji, ale też wiele przestróg tyczących niszczących ludzkie istnienia podróży poza „granice percepcji”, czy też na „koniec świata”. Jeżeli poprzednim pokoleniom zaserwowano koszmar coraz to bardziej totalnych wojen, a one ten „etos”, często w skrajnie w wynaturzonej formie przyjęły, to tym razem gotowość do wyrzynania „obcych” i położenia własnej głowy z ufnością dla politycznych decydentów spadła chyba najniżej w całej historii naszej cywilizacji. Jan Szczepankiewicz
Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 4

Co zrobić by pozostać na salonach, by być zapraszaną wetowaną, nagradzaną? Odpowiedź jest prosta: mówić to co salony chcą usłyszeć. Taka niestety jest geneza wypowiedzi pani Krzywonos o tym kto był prawdziwym przywódcą strajku sierpniowego w 1980 roku. Borusewicz brzmi ładniej niż Wałęsa. Geneza wypowiedzi Krzywonos ma także aspekt historyczny, przypomniała bowiem Wałęsie konflikt, który wybuchł tuż po zakończeniu strajku, otóż na jednym pierwszych zebrań władz rodzącej się „Solidarności” Anna Walentynowicz powiedziała, że przewodniczącym związku powinien być Jacek Kuroń a nie Lech Wałęsa co oczywiście doprowadziło do ostrego konfliktu między potencjalnymi kandydatami.

Kuroń rzez jasna ja zbeształ, ale problem pozostał. Problem, który dzisiaj znowu pani Krzywonos aktualizuje. Czasami mam wrażenie, że działacze „Solidarności” traktowali KOR jak PZPR, jak przewodnią siłę związku. Przypomnę kilka faktów, które dowodzą niezbicie, że po pierwsze Wałęsa ma absolutna rację (z jednym wyjątkiem) mówiąc, ze Borusewicz nie miał zielonego pojęcia o strajkach, po drugie, że taktyka KOR w trakcie strajków sierpniowych była szczytem głupoty. Jednak na samym początku, chciałbym odpowiedzieć na pytanie czym były strajki sierpniowe, ponieważ nikt z wyjątkiem kilku zapomnianych dzisiaj profesorów o tym nie pisał. Była to od pierwszej chwili rewolucja robotnicza o charakterze anarchosyndykalistycznym.

Była to rewolucja, która wymarzył sobie na początku XX wieku wybitny teoretyk anarchosyndykalizmu Sorel. Protest strajkowy w stoczni gdańskiej nie stanowił buntu socjalnego o rewindykacyjnym, ekonomicznym charakterze. W systemie komunistycznym, w upaństwowionej gospodarce, każdy strajk ma z natury rzeczy charakter polityczny kontestatorski, „antypaństwowy”. Od samego początku ruch rewolucyjny przyjął formę syndykalistyczną. Nie może dziwić, że rewolucja robotnicza, która starła się z „państwem robotniczym” , nabrała cech anarchosyndykalistycznych. Wyrosła ze środowiska proletariackiego „Solidarność” nigdy nie odwoływała się tylko do robotników. Niezależny związek mówił o ludziach pracy, o społeczeństwie (typowe dla anarchosyndylkalizmu przeciwstawienie : społeczeństwo – państwo), o narodzie. solidarność budowała swą siłę jako swoiste „państwo związkowe”. Znamienne też, iż przyjęła strukturę terytorialna (regiony), co normalne w anarchosyndykalizmie, że na czoło wysunęła święte dla anarchosyndykalistów słowo solidarność.

Oznaczała ona braterską więź nie tylko robotników, lecz całego ludu wszystkich pokrzywdzonych, których gnębi potężny aparat państwowy. I wreszcie wiara Związku we wszechmoc strajku w ogóle, a strajku generalnego w szczególności. W łonie „Solidarności” zżymano się na na jakiekolwiek przyznanie się związku do tendencji anarcho-syndykalistycznej, uważając iż jest to woda na młyn rządowej propagandy, przedstawiającej związkowych ekstremistów jako anarchistów. Z uwagi na minimalną wiedze społeczeństwa o anarchizmie a także udana w tej sprawie indoktrynacje komunistyczna (anarchia to chaos, bałagan, bezrząd, samowola przestępczość) ruch związkowy cofnął się przed odwoływaniem się do anarcho-syndykalizmu.

W praktyce jednak podstawowe cechy anarchosyndykalizmu takie jak wstręt do polityki czyli do zawierania kompromisów z przeciwnikiem, zdecydowały – w dużej mierze – o przebiegu rewolucji. Jeżeli ktoś nie bierze pod uwagę aspektu anarchosyndykalistycznego „Solidarności”, nie zrozumie fenomenu 16 miesięcy walki polskich robotników o wolność. To jest podstawowy fakt o którym historycy nawet nie wspominają. Drugi fakt, jest jeszcze ważniejszy: to krew zamordowanych w grudniu 1970 robotników była posiewem historycznym, który doprowadził w konsekwencji do wybuchu strajku generalnego na Wybrzeżu latem 1980 i co istotniejsze pamięć o grudniu była głównym czynnikiem powołania Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, który uniemożliwił władzy pertraktacje z każdym strajkującym zakładem oddzielnie.

Czyli uniemożliwił komunistom stosowanie taktyki „dziel i rządź”. W tym miejscu warto przypomnieć fakt, który nie jest brany pod uwagę przez współczesnych badaczy : w czasie strajku w 1970 r. robotnicy ze Szczecina także domagali się powołania międzyzakładowej organizacji i pamięć o tym doświadczeniu intelektualno-organizacyjnym wśród nich na pewno przetrwała. Dowodem na to jest błyskawiczne (w ciągu 24 godzin) utworzenie MKS-u w Szczecinie w sierpniu 1980 roku. Główny postulat strajkujących robotników czyli powołanie niezależnych od władzy związków zawodowych wypływało więc z doświadczeń grudnia 1970 r. i nie miało nic wspólnego z postulatami KOR-u, czy nie daj Bóg ekspertów Geremka i Mazowieckiego, którzy robili wszystko co w ludzkiej mocy by ten postulat zlikwidować, także działacze WZZ Wybrzeże o tym postulacie – do sierpnia 1980 r. - nic nie pisali.

Zarówno działacze KOR jak i WZZ propagowali zakładanie na terenie zakładów t.z.w Komisji Robotniczych biorąc za przykład strategie Hiszpańskiej Partii Komunistycznej, która tego typu organizacje robotników lansowała w Hiszpani w latach 60-tych XX wieku, kiedy to reżym Franco pod wpływem działaczy Opus Deii zaczął się liberalizować. 18 sierpnia KSS KOR i redakcja „Robotnika” ogłasza wspólny apel w którym głównym postulatem jest namawianie robotników o negocjonowanie z władzą „wprowadzenia stałego dodatku drożyźnianego”. Tego było już za wiele nawet dla Borusewicza, nie wspominając o działaczach MKS-u ze Szczecina, którzy po prostu apelu nie kolportowali, bojąc się, że w ten sposób skompromitują opozycje demokratyczną.

Kto napisał i wstawił historyczny postulat, główne żądanie strajkujących o „akceptacje niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych” ? Bardzo często wymieniany w tym kontekście Bogdan Borusewicz jeszcze w 1994 roku tak wspomina swój udział w strajku : „Zmęczony bezsenną nocą w Stoczni Gdańskiej spałem pod stołem przy którym formułowano postulaty /…/ . Kiedy obudziłem się próbowałem to wszystko usystematyzować /…/, wykreśliłem też postulaty wolnych wyborów”. W kilka lat później Borusewicz stwierdził, ze to działacze WZZ pisali postulaty polityczne. Tylko ludzie, którzy ograniczają historie Polski do dwóch miast – Gdańska i Gdyni – do dwóch stoczni – Gdańskiej i Komuny Paryskiej – do jednego płotu , który ktoś przeskoczył albo nad nim przefrunął, mogą twierdzić, że a) Organizacja strajku w Międzyzakładowe Komitety Strajkowe w Szczecinie i Trójmieście została wymyślona przez działaczy WZZ Wybrzeże (przypomnę raz jeszcze bez tej organizacji nie powstałaby „Solidarność”) ; b) postulat utworzenia niezależnych od władzy związków zawodowych wypłynął od działaczy WZZ Wybrzeże.

Neutralny obserwator, angielski socjolog L.Goodwyn twierdzi w książce : „Jak to zrobiliście ? Powstanie Solidarności w Polsce”, ze postulaty te były formułowane już w grudniu 1970 zarówno wśród robotników Gdańska jak i Szczecina. WZZ Wybrzeże towarzyszyło zaledwie świadomości robotników, która co najistotniejsze, kształtowała się od grudnia 1970 roku poprzez strajki (o których nic nie wiemy oprócz tego, że się odbyły) w drugiej połowie lat 70-tych. Strajków tych było ponad 1000. Jedynym działaczem opozycji, który nie tylko przewidział powstanie „Solidarności”, ale także wskazywał sposoby jakimi powinno użyć społeczeństwo polskie aby obalić komunistyczna dyktaturę, był przywódca Konfederacji Polski Niepodległej, Leszek Moczulski.

W artykule „Rewolucja bez rewolucji” ogłoszonym w czerwcowym numerze „Drogi” z 1979 roku, autor wychodząc z założenia, że „system PRL znajduje się w ruinie” , a „ZSRR z najwyższym trudem dźwiga ciężary swej imperialistycznej polityki”, dowodzi, że stoimy dosłownie u progu kryzysu państwowego i kryzysu światowego. Leszek Moczulski kategorycznie stwierdza, że w takiej sytuacji opozycja powinna przygotować się do przejęcia władzy. Najlepszym sposobem będzie strajk generalny, który jak pamiętamy w kilka miesięcy później doszedł do skutku i zapoczątkował rozpad imperium sowieckiego. Przywódca KPN miał racje, jako jedyny nawoływał do zorganizowania czegoś co zgodnie z jego przepowiedniami się zrealizowało w 100%. Czy ktoś o tym dziś pamięta ?

Piotr  Piętak

 

 

Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 10

Spędziłem 20 lat w Paryżu i o tym, że miejscowi alfonsi musieli się opłacać arabskim bandom powiązanym z islamskim terroryzmem, gołębie na placu Pigalle wiedziały a co dopiero mówić o francuskiej policji, której większość tajnych agentów pochodziła z Tunezji czy Maroka. „Podatek terrorystyczny” francuscy rozpieszczeni alfonsi płacili bez zmrużenia oka, ponieważ okrucieństwo np. mafii albańskiej było dla przeciętnego człowieka nie do wyobrażenia.

Paryż w latach 80 i 90 –tych XX wieku, to było miejsce opanowane całkowicie przez arabów, którzy wyli z nienawiści do ludzi z zachodu, katolików, ateistów a przede wszystkim Żydów i nikt im w tym nie przeszkadzał. Dzielnica La Goutte d’Or położona o rzut beretem od królestwa prostytucji placu Pigalle, była opanowana całkowicie przez islamistów.

Policja miała tam zakaz wstępu. Dzielnica ta - w sercu Paryża czyli w sercu Francji – była królestwem islamskich ajatollahów. Rządziła się własnymi prawami. Turysta - szczególnie biały – omijał ją szerokim łukiem. To była ziemia na którym prawo francuskie nie panowało. Autor podobny jest do Japończyka i kiedyś odważył się ją zwiedzić.

Był to dla mnie szok. W wąskich uliczkach propagowano nienawiść do zachodu, zachwalano terroryzm, uczono dzieci mordowania ludzi. Czysta groza w islamskiej oprawie. To właśnie w La Goutte d’Or znajdowali schronienie terroryści, którzy zaatakowali Paryż na przełomie lat 80 i 90 XX wieku. Skąd brali pieniądze ? Od francuskich alfonsów, którym zresztą dostarczali tysiące dziewcząt z Polski, Bułgarii, Rumunii, Ukrainy ; ich trupy znajdowała policja na obrzeżach Paryża gdzie wychodziły po północy na ulicę.

Piotr Piętak

Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 5

Natalia Siwiec robi zawrotną karierę nie tylko dlatego, ze jest seksowna i sprzedajna i w dodatku do tego się bez żadnego skrępowania przyznaje. Podbicie przez nią mediów a przede wszystkim Internetu związane jest z jej nieprawdopodobnymi umiejętnościami ustawiania się do obiektywu aparatu fotograficznego czy teleobiektywu  kamery.

Wszystko co robi i to w każdej sekundzie swego życia jest wykonywane tak jakby akurat ktoś ją fotografował. Ona nie całuje się z mężem tylko z obiektywem aparatu fotograficznego, ona nie idzie na spacer tylko zaleca się do kamery. Dlatego jest tak atrakcyjna, że robi to co setki milionów jej rówieśników – równolatków Internetu – w sposób perfekcyjny.

Dzieci Internetu sprzedają dzisiaj swoje ciało bez żadnego skrepowania. Sprzedaż ciała jest fundamentem dzisiejszej kultury. Natalia jest jej pięknym symbolem. Operacje plastyczne w wykonaniu kobiet to codzienność – ta aktorka, która do tego się nie przyznaje (np. Górniak) wylatuje z obiegu. Natalia podkreśla z dumą swoje operacje plastyczne w ten sposób napędza kasę chirurgom.

Ciekawe czy coś za to dostaje. Dla Natalii liczy się forsa i obecność w mediach. Dokładnie tak jest z nami wszystkimi, tylko boimy się do tego przyznać. Ona się przyznaje. Jest symbolem współczesnej kobiety – dlatego jest tak przez nie uwielbiana i kochana. I dlatego ona je kocha i bez skrepowania mówi o swoich seksualnych fascynacjach kobiecym ciałem. Natalia mówi internautom – mogę być każdym i każdą z was i na tym polega tajemnica jej medialnego sukcesu.

Gawędziasz

Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 3

Doskonale wszyscy wiemy, ze karierę w dzisiejszej telewizji młode dziewczyny czy ogólniej kobiety rozpoczynają od spaceru po łóżeczkach reżyserów, producentów, prezesów itd. To jest norma przy pomocy swego ciała no i umiejętności w uprawianiu tzw. francuskiej miłości, dziewczyny jak zawodowe kurwy zdobywają stanowiska celebrytek.

Czytaj więcej...

Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 2
Wysłuchałem w TV Trwam noworocznego orędzia posła A. Macierewicza i muszę przyznać, że było ono doskonałe. Z większością stwierdzeń trudno się nie zgodzić, rzecz jasna można dyskutować z poszczególnymi politycznymi metaforami typu „Polska jest na kolanach”, ale jeszcze raz podkreślam, przemówienie było skonstruowane wzorowo. Jednak z jego treści wynika jeden wniosek, że Polska podniesie się z kolan wtedy, kiedy ostatecznie udowodnimy, ze tragedia smoleńska była zamachem. Kiedy w drugiej połowie XVIII wieku Polska – a publicyści często porównują okres rządów premiera Tuska do okresu rozpadu I Rzeczpospolitej - podnosiła się z kolan to wyrazem tego był ruch intelektualny, który doprowadził do uchwalenia Konstytucji 3 Maja czyli do całkowitej zmiany ustrojowej, do głębokiej reformy państwa do której jeszcze dzisiaj się odwołujemy, z której – jako Naród - jesteśmy wszyscy dumni. Co było pierwotna przyczyną tragedii smoleńskiej? Aktualna Konstytucja III Rzeczpospolitej w której kompetencje prezydenta i premiera rządu są zdefiniowane w sposób tak zagmatwany, że mogą prowokować konflikty pomiędzy głową państwa i szefem rządu. W 2007 roku wybory wygrała PO i natychmiast aparat państwowy zawłaszczony całkowicie przez PO skierował swój atak przeciwko prezydentowi III Rzeczpospolitej. Przyboczni premiera Tuska – Nowak, Grupiński, Arabski – wykorzystywali wszystkie dwuznaczności istniejące w procedurach państwa aby prezydenta L. Kaczyńskiego, poniżyć, pomniejszyć, ośmieszyć, odebrać mu znaczenie na rzecz premiera. Pamiętamy wszyscy te historie, związane z miejscem w samolocie rządowym lecącym do Brukseli, z krzesłem przy stole konferencyjnym, fotelem, wejściówką. Zadaniem administracji w centrum rządowym było wynajdywanie wszelkich możliwych sposobów, które miały na celu przeszkodzenie prezydentowi w wypełnianiu swoich obowiązków. Efektem takiego nastawienia ludzi z otoczenia premiera Tuska był tragiczny wypadek lub zamach 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem. Nowa Konstytucja powinna wyciągnąć z tego wnioski i jednoznacznie stwierdzić kto rządzi państwem, kto decyduje o polityce zagranicznej. Powinna wybrać pomiędzy reżymem prezydenckim i parlamentarnym. Ta dyskusja powinna rozpocząć się teraz, natychmiast – czy wokół postulatu stworzenia Nowej Konstytucji może powstać ruch intelektualny na tyle szeroki by objął wszystkie warstwy społeczne polskiego społeczeństwa? Próba stworzenia nowego aktu państwowego przez społeczeństwo było zawsze w historii znakiem, że Naród żyje, że Naród o Państwie myśli. Konstytucja 10 maja 2010 roku byłaby jednocześnie Pomnikiem wystawionym ofiarom tragedii smoleńskiej, co w preambule powinno być zaznaczone. Powiedzą państwo, ze fantazjuje, ale nie widzę innego sposobu aby Polska podniosła się z kolan. Przyczyny naszego powolnego rozkładu państwowego związane są ze złym prawem Konstytucją całkowicie nieprzystosowaną do współczesnych warunków funkcjonowania państw np. paranoidalne uprawnienia poszczególnych ministerstw, które nie biorą pod uwagę wspólnej całemu państwu podstawy jego funkcjonowania a mianowicie: informacji. Tak odpowiedź na to czy tragedia smoleńska była wypadkiem czy nie jest ważna nawet bardzo ważna, ale jeszcze ważniejsza jest przebudowa ustrojowa tego legislacyjnego potworka jakim jest III Rzeczpospolita. Jeżeli mamy zacząć wszyscy myśleć pozytywnie to powinniśmy wyznaczyć sobie horyzont czasowy uchwalenia Nowej Konstytucji – moim zdaniem dniem takim powinien być 10 kwietnia 2015 r. Piotr Piętak
Kategoria: Media
Ocena użytkowników:  / 5

Antku, Zwracam się do Ciebie po imieniu, bo przecież nie będziemy obaj ukrywali, że się znamy i w wielu kwestiach dotyczących polityki byliśmy prawie zawsze podobnego zdania. Nie kryję, że to właśnie Ty nauczyłeś mnie pragmatycznego podejścia do polityki, do obserwowania faktów i wyciągania z nich wniosków, co na pozór jest łatwe a w rzeczywistości jak uczył Orwell, jest bardzo trudne. To ty założyłeś z Naimskim KOR, to Ty wymyśliłeś – co dzisiaj wydaje się normalne, a wtedy w 1976 roku było rewolucyjne – zasady jego funkcjonowania.

Czytaj więcej...

Kategoria: Media

Strona 1 z 11

1

E-korupcja.pl - E-book

Pierwsza książka o korupcji w informatyzacji

Dowiesz się z niej:

  • jak firmy amerykańskie korumpowały polskich ministrów.
  • dlaczego informatyzacja ZUS nie jest jeszcze zakończona.
  • dlaczego płacimy więcej od amerykanów za nasze systemy informatyczne.
  • co robić by wyrugować korupcję

e-korupcja

Gościmy

Odwiedza nas 60 gości oraz 0 użytkowników.