"Heniek" - uczciwy przestępca

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kolejne zaskoczenie, lub raczej kolejny znakomity film polski nagrodzony główna nagrodą na  Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych.  Chodzi o „Heńka” w reżyserii Earl Greya (za tym pseudonimem kryją się twórcy dokumentów telewizyjnych Eliza Kowalewska i Grzegorz Madej). Powstaje pytanie dlaczego taki sukces odnosi czarno-biały film z budżetem – aż się wierzyć nie chce – trzy tysiące złotych, nakręcony przy użyciu jednej kamery, bez finansowego wsparcia producentów i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej z czego możemy wyciągnąć wniosek, że aktorzy pracowali za darmo. Być może właśnie dlatego, przypomnijmy, ze arcydzieło polskiego kina „Krótka historia miłości” – powstał w analogiczny sposób – być może (to oczywiście żart) prawdziwa sztuka zawsze da sobie radę.

Akcja filmu jest niezwykle prosta i porusza temat z pogranicza teorii poznania i etyki. Oto grupa przyjaciół, pracujący jako dilerzy samochodów dowiaduje się od policjanta, że ich kolega – tytułowy Heniek – należy do gangu złodziei antyków. Koledzy i koleżanka po chwilowym wahaniu, zaczynają wierzyć policjantowi i w tym  momencie następuje coś co psychologowie społeczni nazwali „skrzywieniem poznawczym” polegającym na tym, że dopasowują różne drobne wydarzenia do tego, czego się dowiedzieli.

Naginają rzeczywistość do informacji, którą zaserwował im policjant.  Wniosek: tak, to prawda, złodziej – wynikać powinien z analizy faktów, tu odwrotnie: najpierw zasugerowano im interpretację, a „dowody winy” wpasowali w teorię sami, czasem zapominając przy tym o podstawowych zasadach logiki. Ukrywanie przez Heńka łupu, a więc dowodu przestępstwa, w biurku jednego z nich byłoby zupełnie absurdalne. Cóż, złodziej i tyle – myślą o nim. Samych siebie nazywają natomiast ludźmi handlu – wykorzystując więc znajomość wydarzeń z „oficjalnego” życia Heńka, postanawiają zarobić na całym incydencie. Wszak – jak mówią – okraść złodzieja to nic złego. Docierają do poszlak, które zostawił Heniek. Jacek wpada na trop świecznika z XVII wieku, Maciej znajduje pierścionki, a Beata – zostawiony u niej naszyjnik.

Rozpoczynają więc grę. Nie mówiąc sobie nawzajem o znaleziskach i zamiarze ich spieniężenia, po prostu zaczynają się oszukiwać, udając lojalność. Jeżeli ktoś miał jakiekolwiek złudzenia, że łączące ich więzi są szczere, musi się z nimi rozstać. Ponadto znajdują usprawiedliwienie, że Heniek jest im winien pieniądze. Jeśli trafi do więzienia, nigdy nie spłaci pożyczki. A wiec ostatecznie nie kradną, a zabezpieczają dług Heńka, czyli odzyskują należne im pieniądze.

To nic, że więcej i nieuczciwie. Jedynie Maciej nie myśli o sprzedaży znaleziska. Zastanawia się natomiast, czy powiedzieć o tym policji. Ostatecznie, nie bez wyrzutów sumienia, robi to. Kapuś czy wzorowy obywatel? Sam Heniek pojawia się w filmie w ostatnich scenach. Jego pojawienie się wyjaśnia wszystkie zagadki i niedopowiedzenia, ujawnia, kto tak naprawdę był głównym demiurgiem i zadrwił z kolegów. Ale może to tylko chcący wymigać się od spłacania długu zwykły spryciarz, chytrzejszy od swoich kolegów? A jego intrygi to zwyczajne cwaniactwo, w dodatku jeszcze większe i bardziej wyrachowane niż pozostałych? Czy wolno nam usprawiedliwiać zemstę? Film trzeba obejrzeć – koniecznie. Polecam go kinomanom.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail