Czy J.Kaczyński jest A.Macierewiczem in actu?

Liczne polemiki, które wywołały moje dwa artykuły dotyczące, przeszłości opozycyjnej prezesa PiS, walce frakcyjnej która toczy się w tej partii, oraz obrazu stanu wojennego jaki pozostał w pamięci Polaków, zmuszają mnie do powtórnego zabrania głosu. Na wstępie jednak chciałbym przeprosić J. Kaczyńskiego za użycie słów kretyn czy szajba ci odbiła, tego typu wyrażenia są niedopuszczalne i nic nie usprawiedliwia ich użycia w artykule.

Przepraszam także zwolenników PiS – u, którzy tymi słowami poczuli się – najzupełniej słusznie – obrażeni. Dziękuje także, za liczne polemiki zwolenników PiS, dzięki ich wspomnieniom o stanie wojennym poznałem (poznaliśmy) nowe szczegóły o tym tragicznym okresie z naszej historii. Jednak te przeprosiny nie zmieniają nic z argumentów merytorycznych w moich artykułach. Wręcz przeciwnie, liczne polemiki, wpisy internautów zwolenników PiS –u, paradoksalnie utwierdzają mnie w przekonaniu, ze trochę – a nawet więcej niż trochę - racji jednak mam. Nie jest to – zgodnie z mottem z „Zniewolonego umysłu” – 100% racji, bo w takim przypadku byłbym człowiekiem niebezpiecznym. 100% racji mają tylko wariaci, ja nim nie jestem i nie pretenduje do nieomylności i posiadania prawdy absolutnej w kieszeni.

Pierwsza refleksja: zgodnym chórem po raz pierwszy w historii III Rzeczpospolitej, krytykują mnie - lub moje tezy – zwolennicy PiS i redaktorzy „Gazety Wyborczej”, którzy autorytatywnie stwierdzają, ze żadnych podziałów w PiS nie ma, którzy wypunktowują liczne zasługi J. Kaczyńskiego, którzy piórem naczelnego aparatczyka „GW” Jacka Żakowskiego przypominają mi – bez wymieniania mojego nazwiska -, że dość tych mołojeckich występów. Czas zabrać się do zasypywania rowów miedzy polakami, a on z Michnikiem będzie czuwał nad tym kto ma prawo zasypywać a kto nie, kto ma prawo krytykować J. Kaczyńskiego, a kto nie .

Skąd ta dziwna zgodność poglądów między „Gazetą Wyborczą” a zwolennikami i wielbicielami prezesa PiS? Odpowiedź wydaje się jasna: obie strony mówią i piszą prawdę z czego należałoby się tylko cieszyć. Oto rozpoczynamy zasypywanie rowów między „Gazetą Wyborczą”, która dla zwolenników PiS jest symbolem kłamstwa, manipulacji i narodowego zaprzaństwa a wielbicielami J. Kaczyńskiego. Nareszcie, tylko – proszę wybaczyć – ja w bajki nie wierze. I dlatego na pytanie: dlaczego „Gazeta Wyborcza” zareagowała na mój artykuł w ten a nie inny sposób , będę szukał odpowiedzi zupełnie gdzie indziej, uprzedzając jednocześnie czytelnika, ze moje tezy będą zawierały trochę cytatów i odnośników, ponieważ rzeczywiście brzmią one całkowicie niewiarygodnie dla czytelnika poddanego nachalnej propagandzie III Rzeczpospolitej, dodam, że temu swoistemu praniu mózgów ulegają także prawicowi, czołowi intelektualiści i publicyści (co będzie poniżej udowodnione).

Na czym ta propaganda, lub raczej tresowanie polega? Otóż kamieniem węgielnym III Rzeczpospolitej jest powszechne przekonanie utrwalane stale przez media, że opozycja demokratyczna powstała dzięki odważnej decyzji Kuronia i Michnika, ze oni wszystko zorganizowali, ze byli niekwestionowanymi ideologami KOR –u i rodzącego się w drugiej połowie 70 –tych ruchu oporów wśród wielkoprzemysłowych robotników. Kto tak nie myśli jest oszołomem, ćwierćinteligentem przedstawicielem zawistnego katolickiego ciemnogrodu. Ten dogmat kulturowy był także upowszechniany przez intelektualistów związanych z PiS.

Z. Krasnodębski, tak charakteryzował A. Michnika w „Demokracji Peryferii” :

„Adam Michnik, Mochnacki pokolenia 68, jest przecież nie tylko jednym z najbardziej znanych i podziwianych w świecie polskich intelektualistów, mającym ogromne zasługi dla polskiej demokracji i wolności, ale też jedną z tych paru osób, które kładły podwaliny nowego porządku i objaśniały jego zasady. Jest on więc – można rzec z lekka przesadą – kimś w rodzaju Jamesa Madisona III Rzeczpospolitej.”.

Tekst, w gruncie rzeczy groteskowy i gdyby nie ta „lekka przesada”, to powyższe zdania można by porównać do ruskiego obyczaju padania plackiem przed Carem. Czytelnikowi przypomnę, - bo a nuż ktoś zapomniał -, że „Demokracja peryferii” – książka poza tym świetna – była, obok „Postkomunizmu” prof. Staniszkis, intelektualnym fundamentem rodzącego się buntu wśród obywateli III Rzeczpospolitej przeciwko skrajnej korupcji, bezprawiu, mafizacji życia społecznego. Buntu z którego powstał PiS.

Drugą podporą reżimu kulturowego III Rzeczpospolitej jest przekonanie – wpajane dzieciom od przedszkola -, że, okrągły stół i porozumienie władzy z „Solidarnością”, pod kuratelą Kościoła Katolickiego, zostały zawarte dzięki bohaterskiej mądrości właśnie Michnika (w mniejszym stopniu Kuronia), który w imię demokracji i chrześcijańskiej miłości bliźniego uratował Polskę zgadzając się na zawarcie porozumienia z komunistami, a następnie sformułował naczelne zasady ideowe III Rzeczpospolitej.

Michnik to geniusz intelektualny i polityczny. Laicki InterRex współczesnej Polski. Otóż w artykule pt. „ABC podziemia – dedykuje prezesowi PiS”, przedstawiłem skrajnie inna wersję współczesnej historii, przypomnę odpowiedni fragment:

„Niech to będzie jeszcze raz przypomniane: KOR – jego nazwę, która była kapitalna – strukturę działania, wymyślił Antoni Macierewicz, a nie Michnik czy Kuroń. Jest to jego ogromna zasługa. To on w gruncie rzeczy był twórca opozycji. To on w pierwszym, decydującym dla funkcjonowania, roku, działania KOR –u, nim kierował. /…/Pismo „Głos” w maju 1983 opublikował program polityczny, w którym Dorn, Macierewicz proponowali zawarcie porozumienia między Kościołem, Ludowym Wojskiem Polskim na czele którego stał gen. Jaruzelski i Kościołem. /…/.Przypomnę – programu, który został zrealizowany w 1989 r. przez Solidarność i przeciwników Macierewicza czyli Michnika i Kuronia.”.

Takich herezji „Gazet Wyborcza” głosić nie pozwala, kto w najmniejszym stopniu podważa wielkość lewicy laickiej, Geremka, Kuronia, Michnika ten musi zniknąć z życia społecznego III Rzeczpospolitej. Przecież w swoim artykule, zanegowałem mit – starannie kultywowany – o intelektualnej wyższości lewicy nad prawicą, stwierdzając, że jej przewaga polegała na perfekcyjnej realizacji idei i pomysłów jej przeciwników politycznych z opozycji demokratycznej. Przypomnijmy raz jeszcze: przeciwnikami lewicy byli nacjonaliści i liberałowie. Przypomnijmy raz jeszcze piórem Jakuba Karpińskiego, niekwestionowanego autorytetu intelektualnego,:

''W 1983 opublikowano - Program bieżący - miesięcznika Głos. W Głosie postulowano porozumienie narodowe zawarte przez trzy siły : Kościół, wojsko i Solidarność .... Program Głosu został nazwany ''frankizmem po polsku'' i ówcześni krytycy najprawdopodobniej nie przewidywali, że proponowane porozumienie zostanie w sześć lat później zawarte''. (J. Karpiński ''Dziwna Wojna '' 1990r).

Był to polityczny program prawicy – dokładniej grupy „Głos” (Dorn, Macierewicz) zrealizowany przez lewice przy ''okrągłym stole''. Liberałowie – przede wszystkim nieodżałowany M. Dzielski - sformułowali program ekonomiczny dla opozycji, którego zręby zrealizowane zostały wspólnie przez Rakowskiego i właśnie ''lewice''. Podsumujmy : siłą lewicowej elity była jej skrajna bezideowość i polityczny aintelektualizm. Nie mieli nic do zaproponowania, ale - i na tym polega być może ich wybitność - wiedzieli o tym.

Można sformułować paradoksalny wniosek, że świadomość własnych ograniczeń intelektualnych była decydującym czynnikiem  politycznego mistrzostwa lewicy laickiej. Jestem mądry, bo wiem, ze jestem głupi, takie  powinno być dzisiejsze logo  –współczesny odpowiednik „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” „Gazety Wyborczej ”.

 

Gdy piszę, że KOR, jego funkcjonowanie i struktura został stworzony przez Macierewicza, że właśnie ta nazwa delegimityzowała symbolicznie władzę Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, została wymyślona również przez niego, to mówię o faktach o których wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą, ale polska opinia publiczna wychowana na przeróżnych „niezbędnikach inteligenta”, nie ma o tym zielonego pojęcia. Tak więc w porównaniu z A. Macierewiczem działalność J. Kaczyńskiego – przed 1985 – jest bliska zeru.

Z wywiadu, który prezes PiS opublikował w „Gazecie Polskiej” wynika jednoznacznie, ze naturalnym przywódcą prawicy powinien być, założyciel KOR. Każde uwypuklanie działalności prezesa PiS w opozycji demokratycznej, w KOR działa na jego niekorzyść, w aktualnej sytuacji politycznej w Polsce.

Tym bardziej, ze istnieje radykalna różnica pomiędzy J. Kaczyńskim i A. Macierewiczem: ten pierwszy wraz ze śp. L. Kaczyńskim bierze udział w przygotowywaniu Okrągłego Stołu, aprobuje jego wyniki i filozofie działania (skrajnie antydemokratyczną), ten drugi – jako jedyny znany działacz opozycji demokratycznej – głosi od początku, ze Okrągły Stół jest zdradą narodową elity „solidarnościowej”, nie bierze w nim udziału. Otóż większość elektoratu prawicowego myśli dzisiaj tak jak myślał A. Macierewicz w 1989 r.

Wie o tym doskonale aparat partyjny PiS –u, działacze PC doskonale pamiętają, słowa swego przywódcy o ZCHN, którego wiceprezesem był A. Macierewicz. Rywalizacja między PC i ZCHN na początku lat 90-tych XX wieku była zacięta. A dzisiaj ? Dzisiaj ideologia PiS jest taka sama jak ideologia ZCHN. Im większa polaryzacja w społeczeństwie polskim, tym większa władza A. Macierewicza nad PiS. Im większa władza A. Macierewicza w PiS, tym mniejszy wpływ tej partii w polskim społeczeństwie. O tym zakon PC doskonale wie. Czy J. Kaczyński jest A. Macierewiczem in actu? Jeżeli odpowiedź jest pozytywna to PiS skazany jest na wieczna porażką.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail