Dyktatura Statystyki

Nie wiem po co przywódcy państw wchodzących w skład UE spotkali się w piątek 8 grudnia 2011 roku, chyba tylko po to by zjeść wystawny obiad i poplotkować o niedyspozycji seksualnej byłego premiera Włoch, albo o urodzie żony prezydenta Francji. Nie wiem, ponieważ jak wszyscy przeciętnie kumaci obywatele Eurolandu, wiem doskonale, że jedyną reformą jaką wprowadzi w najbliższym czasie UE będzie karanie tych państw, których deficyt budżetowy przekroczy 3 procent PKB.

Wiedza to wszyscy i – moim zdaniem - wszyscy w duchu już się na to zgodzili. Jest to dyspozycja względnie prosta (czy rzeczywiście prosta – o tym za chwilę) a przede wszystkim zrozumiała dla przeciętnych zjadaczy chleba tresowanych od lat przez środki masowego przekazu w duchu tzw. „reform budżetowych” „ograniczeniu wydatków” i innych pojęć należących do współczesnej nowo-mowy neoliberałów.

W związku z tym pojawia się jednak pytanie kto będzie decydował o tym czy deficyt budżetowy przekroczy 3% PKB ? Eurostat – czyli Urząd Statystyczny UE czy urzędy narodowe, u nas GUS ? Zadaję to pytanie nie tylko z czystej ciekawości ale także dlatego, że nasza narodowa statystyka przeżyłą podobny dylemat na własnej skórze.

Otóż kilka miesięcy temu premier Tusk odwołał ze stanowiska prezesa GUS prof. J. Oleńskiego, jednego z najwybitniejszych statystyków w Europie, który od kilku lat udanie reformował podległą mu instytucję wprowadzając nowe metody statystyczne i informatyczne, zmieniające w sposób fundamentalny zasady jej funkcjonowania. Oficjalna przyczyna dymisji – to korupcja panosząca się w GUS m.in. dziennik „Rzeczpospolita”, podał, iż profesor wydał na podróż do Pekinu, New Yorku i Marsyli 100 000 tysięcy zł. Horrendum. Przestępstwo godne kary, której nie wolno już stosować.

Tylko, że jak obliczyłem –ceny biletów, hoteli wyżywienia itd. – to albo prof. Oleński odbył te podróże pieszo albo nocował na dworcach albo intensywnie się odchudzał. Ten skandal wyjaśnił się niedawno kiedy to – anonimowy poseł PO powiedział dziennikarzowi tej samej „Rzeczpospolitej”, że nie ma obawy dług publiczny Polski nie przekroczy nigdy 55% PKB : „nie po to zmieniliśmy Prezesa GUS, by przekroczył”. I faktycznie dług publiczny wynosi 54,9%.

Geniusze z PO. Ale idźmy dalej, chociaż tylko jedna uwaga : bardzo proszę ministra zdrowia posła Arłukowicza by przeczytał książkę prof. J. Oleńskiego pt. „Infrastruktura informacyjna państwa w globalnej gospodarce”, po jej lekturze zrozumie, gdzie jest jego prawdziwe miejsce.

Wróćmy do Unii Europejskiej. Jeżeli wprowadzi ona reformę polegającą na karaniu tych państw, których deficyt budżetowy przekroczy 3 procent PKB, to jasne jest, że deficyt ten nie będzie obliczany prze narodowe urzędy statystyczne Włoch, Polski czy – nie daj Bóg – Grecji, tylko Eurostat. Już widzę oczami wyobraźni bataliony statystyków z Eurostatu kontrolujące poszczególne urzędy narodowe, które ośmieliły się twierdzić, że deficyt wynosi 2,99% a przecież wg. obliczeń unijnych urzędników wyniósł on 3,0001%. Będzie wesoło.

 

Piotr Piętak

Drukuj E-mail