Koniec "Rzeczpospolitej"

Opublikowanie artykułu C. Gmyza o trotylu i nitroglicerynie przyniosło w efekcie praktyczna likwidacje dziennika „Rzeczpospolita”. Teraz władza rządu PO może nami manipulować, jak tylko zechce, bowiem z sfery mediów zniknął ostatni opiniotwórczy dziennik opozycyjny względem władzy, który nie jest związany na śmierć i życie z tragedia smoleńska jako zamachem – wspólnym – Tuska i Putina na śp. Prezydenta L.Kaczyńskiego .

Jest to cios w demokrację, trzeba jednak przyznać, że prowokowani czyli dziennikarze Rzeczpospolitej dali się podejść jak dzieci. Nie mam zamiaru jednak ich krytykować za publikacje artykułu na pierwszej stronie, tytuł i miejsce – pisałem już o tym – przypominał do złudzenia gazety francuskie i angielskie z 2 września 1939 r.

Fakt pozostaje faktem, „Rzeczpospolita” już nie jest dziennikiem opozycyjnym i przestała być – i to z dnia na dzień – dziennikiem opiniotwórczym, materiały w niej zamieszczane, tak mniej więcej od tygodnia, są o ileś tam pięter gorsze od artykułów zespołu red. Lisickiego i Wróblewskiego. Niektóre komentarze –jak np. refleksje pani Karoliny Baca Pogorzelskiej - wołają o pomstę do nieba. To już jest dziennikarskie dno.

Czy „Rzeczpospolita” zbankrutuje i kiedy? Jedynym odbiorcą tego dziennika będzie niedługo administracja publiczna zarówno państwowa jak i samorządowa. „Rzeczpospolita” bowiem była zarówno prenumerowana jak i czytana przez urzędników – szczególnie działy „Prawo” i „Ekonomia” i była dla urzędników gwarantem, że w państwie polskim funkcjonuje jednak demokracja, bo obok materiałów specjalistycznych, zamieszczano w niej artykuły krytykujące – i to mocna – rząd. Tak wiec likwidacja „Rzeczpospolitej”, która już w oczach klasy urzędników nastąpiła przyczyni się jeszcze bardziej do zwiększenia antydemokratycznych tendencji w obozie władzy. Zaczyna być naprawdę niewesoło.

Piotr Piętak

 

Drukuj E-mail