30.X.2012 - degradacja i dymisja J.Kaczyńskiego-

6c781aa266b925441c4394546d3c6fa6W pierwszej części artykułu (30.X.2012 - bitwa informacyjna..)pisałem, że dzień 30 października 2012 roku będzie w przyszłych podręcznikach o metodach prowokacji i manipulacji informacją poddawany wielostronnej analizie, ponieważ jest on wzorcowym przykładem doprowadzenia do ruiny politycznej przeciwnika przy pomocy klasycznych narzędzi z repertuaru wojny informacyjnej.

W dotychczasowych komentarzach publicystów próbujących analizować ten dzień dominował nurt moralizatorski, jakby nasi domorośli analitycy – z wyjątkiem ministra Szeremietiewa - zapomnieli, że w Polsce od 2,5 roku toczy się klasyczna wojna domowa. Od 2005 roku obserwujemy życie społeczne w Polsce, przez pryzmat wojny medialnej pomiedzy Platforma Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością, której esencją było i jest użycie nienawiści i pogardy jako jedynego narzędzia politycznej walki z przeciwnikiem.

Widowisko nakręcane i podkręcane przez środki masowego przekazu dla których wszelkiego rodzaju wojny, gwałtowne starcia polityczne są wymarzoną okazją do zbijania kapitału, zmieniało się niepostrzeżenie w medialną normę. Aktorzy tego spektaklu stali się więźniami własnego dyskursu , a widzowie czyli społeczeństwo wymagało z każdym dniem coraz większej dawki nienawiści i pogardy.

Trudno zresztą mówić o społeczeństwie, które w latach 2005-2010 podzieliło się na dwie grupy miedzy którymi – zgodnie ze strategią obu partii – przestały istnieć jakiekolwiek kanały komunikacyjne, jakakolwiek możliwość porozumienia się czy dyskusji, nie wspominając o czymś tak podstawowym dla demokracji jak dialog i wymiana opinii.

Od 2012 roku ta wojna przybiera stale na sile i dlatego wszelkie moralizatorstwo prezentowane np. na portalu salon24 jest po prostu kompromitujące intelektualnie. Analiza przebiegu bitwy informacyjnej z 30 października 2012 dowodzi niezbicie, że w wyniku starcia, elektorat PO – nawet gdyby przedstawić mu fakty ustami prezydenta Rosji – nigdy już nie uwierzy w zamach. To jest wniosek najistotniejszy – reszta to moralne nawoływania zwolenników zamachu. Przedstawmy jednak ciąg informacji, który doprowadził do klęski PiS-u.


1. Ukazuje się artykuł w Rzeczpospolitej
2. Wszyscy wstrzymują oddech a reakcja władz, szczególnie posła Grasia, zdaje się potwierdzać informacje zawarte w artykule –jest ona analogiczna (o czym wszyscy nasi domorośli analitycy zapomnieli) do reakcji Wałęsy w czerwcu 1992, który na pierwszy sygnał, że jest na liście agentów wydał oświadczenie pełne dwuznaczności. W obu przypadkach obóz prawicy, dostaje potwierdzenie swoich mniej lub bardziej udokumentowanych domysłów
3. Zwolennicy PiS – red. Wildstein – nawołują do wyjścia na ulice, co w praktyce oznacza próbę obalenia rządu
4. Posiedzenie Komisji Macierewicza w świetle jupiterów, transmitowane przez wszystkie telewizje. Padają tam słowa o zbrodniarzach, zamachu, pachołkach Rosji, wypowiada się wojnę rządowi
5. Konferencja prokuratury wojskowej, na której zaprzecza się doniesieniom Rzeczpospolitej
6. Oświadczenie redakcji Rzeczpospolitej, która w gruncie rzeczy zgadza się z prokuraturą
7. Na scene wychodzi premier Tusk

Do tej wyliczanki można postawić tylko jedno pytanie, jest to jednak pytanie zasadnicze: dlaczego komisja Macierewicza nie poczekała aż skończy się konferencja prokuratury wojskowej, dlaczego politycy PiS –u dowiedli, ze są amatorami, ponieważ aby powiedzieć to co powiedzieli powinni dysponować całością informacji o taktyce strony rządowej? Tak postępuje każdy dowódca na froncie, oprócz tych, których rzeczywistość nie interesuje. Tak więc politycy PiS dowiedli jeszcze raz, że są amatorami nie znającymi podstaw wojny informacyjnej. Powinni zbiorowo podać się do dymisji.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail