Napisane przez mediologia dnia . Wysłane Media.

30.X.2012 - bitwa informacyjna - Tusk wycina w pień PiS-owską armie

5f8a57e7264d79829a1ec7ee6db455875e1a0fc7Jestem przekonany, że dzień 30 października 2012 roku będzie w przyszłych podręcznikach o metodach prowokacji i manipulacji informacją poddawany wielostronnej analizie, ponieważ jest on wzorcowym przykładem doprowadzenia do ruiny politycznej przeciwnika przy pomocy klasycznych narzędzi z repertuaru wojny informacyjnej.

Rzecz jasna poniższa analiza – z definicji – będzie zawierała hipotezy błędne oraz takie, które nigdy nie zostaną zweryfikowane. Czy prowokacja – a może nie było prowokacji – partyzantów w 1968 roku rzeczywiście miała miejsce? Czy zostało cos w tym względzie wyjaśnione? Nie – dysponujemy kilkoma hipotezami z których mnie osobiście najbardziej przekonuje wyjaśnienie zawarte w artykule J. Kuronia o wydarzeniach marcowych.

Za 10 czy 20 lato dniu będziemy wiedzieli o 30 października 2012 tyle samo co o wydarzeniach marcowych w roku 1978 czyli nic. Jednak nie zwalnia nas to z obowiązku formułowania prób wyjaśnienia tego co się w tym dniu wydarzyło. Oczywiście początkiem analizy jest pytanie, kto na zmieniającej się jak w kalejdoskopie mapie informacyjne z dnia 30 października 2012 roku skorzystał.

Odpowiedź jest ewidentna: skorzystał obóz rządzący, ciąg informacji i informacyjnych bitew doprowadził bowiem do prawie całkowitej kompromitacji PiS, oraz co jest istotniejsze, od tej pory mamy pewność, ze elektorat PO – nawet gdyby przedstawić mu fakty ustami prezydenta Rosji – nigdy już nie uwierzy w zamach.

czytaj także: Cyberwojna....

Z punktu widzenia polityki wewnętrznej można powiedzieć, że dzień ten był zakończeniem –rozpoczętej 10 dni temu – ofensywy medialnej premiera Tuska. Jednak pytanie, czy przekazanie dziennikarzom „Rzeczpospolitej” ustami prokuratora naczelnego informacji o tym, że polscy śledczy wykryli ślady trotylu i nitrogliceryny na wraku Tupolewa, było prowokacja rządową, pozostanie bez odpowiedzi.

Analiza wojny informacyjnej z dnia 30 października 2012 roku musi zacząć się od próby odpowiedzi na kluczowe pytanie: kto i w jakiej formie przekazał prokuratorowi Seremetowi informację o znalezieniu śladów materiałów wysokoenergetycznych na wraku Tupolewa czyli śladów nitrogliceryny i trotylu? Jest to pytanie kluczowe ponieważ na podstawie tych informacji prokurator postanowił je przekazać dalej, wiedząc doskonale, że przekazuję informację, która doprowadzić może do przełomu politycznego w Polsce.

Dlatego – wiem, że komplikuje, ale jest to konieczne – wyjaśnienie skąd pochodzą informacje na podstawie których prokurator Serement postanowił w Polsce wywołać wojnę domowa jest sprawa najistotniejszą. Ktoś może oburzyć się na to stwierdzenie, ale zasady wojny informacyjnej są żelazne: najważniejsza jest analiza tzw. pierwotnych źródeł informacji; zwracam przy tym uwagę, że już w dwie godziny po opublikowaniu artykułu red. Wildstein w radiu Net nawoływał Polaków do wyjścia na ulicę – czyli, w domyśle, do obalenia aktualnego rządu przemocą.

Jakie pytania można sformułować w stosunku do formy i treści informacji, które otrzymał prokurator Serement? Pierwsze brzmi następująco: ile było pierwotnych źródeł informacji na których oparł swoją decyzję prokurator naczelny? Wykluczam hipotezę, że było ono jedno – każdy urzędnik państwowy wie doskonale, że informacja o jakimś zdarzeniu musi zostać potwierdzona przez kilka komunikatów.

Hipoteza, że prokurator Serment podjął swoją decyzję na podstawie kilku źródeł informacji jest prawie pewna. Jeżeli tak to możemy – posługując się założeniami teorii informacji – stwierdzić, że komunikaty te miały z definicji różną formę a także pod pewnymi względami różną treść. Wyjaśnię to dokładniej na innym – powszechnie znanym – przykładzie, różnic zawartych w czterech Ewangeliach.

Mowy i czyny Jezusa Chrystusa spisywane były przez wielu uczniów w różnych okolicznościach, jest więc bardzo prawdopodobne, że istniało duża ilość dokumentów opisujących jego życie i śmierć. Wiemy doskonale co się dzieje kiedy np. wykład profesora historii na Uniwersytecie jest notowany przez studentów – zapiski ich nieuchronnie się różnią między sobą w zależności od kultury osobistej, umiejętności uwagi, inteligencji, poszczególnych studentów.

Dokładnie tak samo było w przypadku spisywania relacji z życia Jezusa przez jego uczniów, ich zapiski, noty różnią się w szczegółach, ponieważ uczniowie różnią się podobnie jak studenci słuchający wykładu – miedzy sobą, inteligencją, wykształceniem, natężeniem uwagi itd. Informacja przez nich zapisana – by użyć języka informatycznego – nie była identyczna z informacją przekazaną przez Jezusa Chrystusa, zapiski uczniów nie zawierały wszystkiego co powiedział ich Nauczyciel .

Jednak trzon życia i działalności Jezusa we wszystkich Ewangeliach – cuda np. – był praktycznie identyczny. Dlatego – paradoksalnie - różnice w Ewangeliach potwierdzają prawdę w nich zawartą. Czy w przypadku komunikatów przekazanych prokuratorowi naczelnemu było podobnie, to znaczy różniły się one formą może także treścią, ale stwierdzenie i to jednoznaczne, że odnaleziono ślady materiałów wysokoenergetycznych czyli trotylu i nitrogliceryny było obecne w każdym z nich?

Odpowiedź jest jednoznaczna: wszystkie komunikaty musiały zawierać taka informację, gdyby chociaż jeden komunikat jej nie zawierał to rozmowa między prokuratorem a red, naczelny „Rzeczpospolitej” przebiegła inaczej. Jednak w tym przypadku – w odróżnieniu od problemów Nowego Testamentu – pierwotnym źródłem informacji jest narzędzie i to narzędzie, które opisane przez pułkownika Szeląga, przypomina maszynę do kłamania.

Zastanówmy się chwilę: pułkownik Szeląg stwierdził, że biegli używali narzędzi, które nie rozróżniały materiałów tylko wszystko tak od szminki do bomy atomowej wrzucały do jednego worka. Oznaczałoby to, że to były specjalne narzędzia do zaciemniania wyników śledztwa. Otóż jest to niemożliwe, ponieważ narzędzia te posiadają licznik, który w zależności od natężenia materiału wysokoenergetycznego odchyla się na skali od 1 do powiedzmy 100.

Czy komunikaty przekazane prokuratorowi naczelnemu zawierały tego typu wyjaśnienia, czyli czy zawierały dokładny opis funkcjonowania detektora? Biegli interpretowali wyniki, które widzieli na licznikach, czy mamy zakładać hipotezę absurdalną, że licznik detektora odchyla się tak samo w przypadku nitrogliceryny i szminki do ust? Jeżeli tak to jest to maszyna ze świata Orwella, maszyna do zacierania prawdy. Lub do zacierania śladów prowokacji prokuratury wojskowej w stosunku do swojego przełożonego. Ale to jest hipoteza. Przeprowadzam analizę formy informacji krok po kroku, aby uzmysłowić czytelnikowi, że to co wydaje się komunikacie medialnym proste jednoznaczne, wcale proste i jednoznaczne nie jest.

Piotr Piętak (cd. nastapi)