Święto Linuksa W Szczecine - 15 września br.

andLinux logoW najbliższą sobotę, 15 września br. odbędzie się Dzień Wolności Oprogramowania. Z tej okazji, Szczecińska Grupa Użytkowników Uniksa i Linuksa, organizuje w Szczecinie happening poświęcony oprogramowaniu Open Source, w czasie którego będzie można porozmawiać z propagatorami idei wolnego oprogramowania i twórcami takich programów.

Dzień Wolności Oprogramowania to wydarzenie mające charakter międzynarodowy, którego celem jest promocja idei Open Source w społeczeństwie, szczególnie wśród osób niezwiązanych z branżą informatyczną."Dzień Wolności Oprogramowania jest potrzebny, żeby uświadomić wszystkim, że nawet wysyłając maila często bezwiednie używamy kilkunastu programów, które mogły być płatne, ale dostajemy je za darmo, właśnie w myśl idei Open Source. A takich przykładów i programów dostępnych sieci jest naprawdę dużo"- wyjaśnia Grzegorz Adamowicz, wiceprezes SzLUUG. 

I dodaje, że wysyłając wiadomość e-mailem możemy używać klienta pocztowego Thunderbird - stworzonego na otwartym kodzie programistycznym. "Ta sama wiadomość jest sprawdzana pod kątem wirusów i ochrony antyspamowej, często również open sourcowymi programami. Na tym nie koniec. Są też otwarte projekty do edycji grafiki, takie jak GIMP, czy Audacity do obróbki dźwięku oraz niesamowita ilość innych programów do słuchania muzyki. Są też bezpłatne i legalne CRM’y i oprogramowania ERP dla firm. Jeśli prowadzisz jednoosobową działalność, znajdziesz także programy, które możesz używać do prostej księgowości. To tylko krótki wstęp"$ - mówi Adamowicz. 

Właśnie o takich wolnych i otwartych systemach oraz programach komputerowych będą informowali przedstawiciele Szczecińskiej Grupy Użytkowników Uniksa i Linuksa (SzLUUG) w sobotę, 15 września br. na szczecińskich Jasnych Błoniach. Spacerowicze i przechodnie, mieszkańcy miasta, którzy są serdecznie zapraszani przez organizatorów, będą mogli porozmawiać z propagatorami idei, twórcami takich programów i dowiedzieć się więcej oraz obejrzeć demonstracje takich aplikacji, a także otrzymać upominki związane z ruchem Open Source. Partnerem happeningu jest Technopark Pomerania. 

red. mediologia.pl  (żródło ComputerWorld)

Drukuj E-mail

Agonia Microsoftu

Apple jest więcej wart niż Microsoft. Kapitalizacja Apple w tym tygodniu przekroczyła 500 miliardów dolarów, co oznacza, że firma ta rozbiła monopol Microsoftu i w niedługim czasie gigant zbudowany m.in. przez B.Geatsa, spadnie do rzędu kilku wielkich firm informatycznych, ale nie będzie dzierżył już nigdy monopolu na oprogramowania używane prze komputery domowe.

Monopol kulturowy Microsoftu skończył się dzisiaj definitywnie. Uniformizacja kultury technologicznej której szczytowym wyrazem były – i już na szczęście nie są - oprogramowania firmy Microsoft groziła na dłuższą metę cywilizacyjnym krachem. Od jakiego momentu w historii informatyki można było przewidzieć upadek monopolu Microsoftu? Od momentu najpierw rozwoju Internetu i tzw. ruchu wolnego oprogramowania a następnie od gwałtownie rozwijającego się rynku komórek i wszystkich narzędzi informatycznych przy tej okazji wynalezionych. Przypomnijmy w ogromnym skrócie zasadnicze etapy histori firmy G.Gaetsa.

Linux czy Windows?


W ciągu ostatnich 20 lat rozwój informatyki naznaczony był zaostrzającą się w miarę upływu lat konkurencją między dwoma modelami informatyki opartymi na całkowicie odmiennych zasadach prawnych, ekonomicznych i handlowych. Symbolem tego konfliktu są systemy operacyjne : Windows, produkt Microsoft-u i Linux oprogramowanie stworzone przez fińskiego studenta Linus Torvaldsena.

Na czym ten konflikt polega ? Pierwszy model opiera się na zasadzie prawa własności oprogramowania, która zabrania kopiowania, oglądania i modyfikowania (dokładniej uniemożliwia oglądanie a więc i modyfikowanie ) jego kodu źródłowego. Według Billa Geatsa odpłatna dystrybucja programów firmy Microsoft jest konieczna aby zamortyzować inwestycje.

Drugi model pozwala wszystkim kopiować i modyfikować oprogramowanie, a nawet je rozpowszechniać pod warunkiem udostępnienia poprawionego kodu źródłowego. Dysponując kodem źródłowym oprogramowania możemy zrekonstruować jego algorytm, czyli wszystkie zasady i reguły które rządzą funkcjonowaniem programu.

Linux udostępnia nam kod – czyli dostarcza nam szczegółowej dokumentacji technicznej. Natomiast Windows, nie. Oprogramowania firmy Microsoft sprzedawane są bez dokumentacji technicznej. Ponieważ – z definicji – programy oparte na zasadzie ‘’otwartego kodu źródłowego’’ takie jak n.p Linux należą do wszystkich ewoluują one dzięki bezpłatnej pracy informatyków z całego świata („wolne oprogramowanie”) . Kooperacja ta – często nazywana ‘’grupową inteligencją’’ – jest możliwa dzięki powstaniu i upowszechnieniu Internetu. Z pojawienia się na rynku informatycznym praktycznie bezpłatnych modyfikowalnych oprogramowań korzystają więc w pierwszym rzędzie użytkownicy komputerów .

Wolne oprogramowanie

Jak doszło do powstania zasady ‘’wolnego oprogramowania’’ , która - co do tego wszyscy specjaliści są zgodni -, zrewolucjonizowała rozwój informatyki i dlatego ma coraz większy wpływ na rozwój gospodarczy, organizacje pracy czy organizacje systemu edukacyjnego ? Historycy informatyki odpowiadając na to pytanie zwracają uwagę na diametralnie odmienne losy i przeciwstawne systemy wartości dwóch amerykańskich informatyków Richarda Stallman twórcy prawnego opracowania zasady ‘’otwartego kodu źródłowego’’ oraz „wolnego oprogramowania” i Billa Gatesa założyciela firmy Microsoft i zdecydowanego obrońcy prawa własności czyli ‘’zamkniętego kodu źródłowego’’ .

Pierwszy na początku lat 70-tych pracował w MIT (Massachussets Institute of Technology) gdzie inżynierowie i naukowcy wymieniali kody źródłowe swoich oprogramowań, dopuszczając do ich kopiowania i rozpowszechniania w środowisku studenckim. Tak było n.p z systemem operacyjnym dla wielkiego komputera Altair 8800. Drugi, który studiował w tym czasie na uniwersytecie Cambridge w Bostonie, dowiedziawszy się o praktykach bezpłatnego rozpowszechniania oprogramowań, pisze słynny ‘’List otwarty do amatorów’’ w którym stawia pytanie ’’Kto może sobie pozwolić na wykonanie profesjonalnej pracy za darmo ?’’.

Niedługo później zakłada firmę i rozpoczyna płatną dystrybucje MS Basic oprogramowania protegowanego przez licencje zabraniającą kopiowania – nawet częściowego – kodu źródłowego. Ze swej strony R. Stallman zakłada Fundacje Wolnego Oprogramowania, której głównym celem jest upowszechnianie i podtrzymywanie zasady ‘’copyleft’’.

To nie tylko dwie różne wizje rozwoju technologii informatycznej, ale także dwa przeciwstawne modele gospodarki , jeden handlowy oparty na zasadach konkurencji i prawie własności, drugi naukowy, którego fundamentem jest swobodna kooperacja między ludźmi oparta na bezpłatnym upowszechnianiu wiedzy. Rywalizacja między Linuksem i Microsoftem to forma odwiecznej walki między handlem i nauką pieniądzem i wiedzą. Model handlowy, którego symbolem jest firma Microsoft zdominował całkowicie rynek informatyczny.

Na 10 komputerów 9 wyposażonych jest w system operacyjny Windows produkt firmy Microsoft. W drugiej połowie lat 90-tych w ankietach przeprowadzanych wśród personelu pomocniczego stwierdzono, że duża część badanych utożsamia komputer właśnie z systemem operacyjnym Windows. Ten monopol nie tylko gospodarczy, także cywilizacyjny zostaje naruszony wraz z rozpowszechnieniem się Internetu. To właśnie historia powstania i rozwoju Internetu jest początkiem końca dyktatury kulturowej Microsoftu, jednak pierwszy cios zadany firmie B.Gaetsa nastąpił precyzyjnie 9 sierpnia 1995 roku, kiedy to zaczęła się nowa epoka w ekonomi.

Internetowa ekonomia czyli agonia Microsoftu

Tego dnia akcje – założonej zaledwie 16 miesięcy przedtem firmy Netscape, eksplodują na giełdzie. Wieczorem wartość jednej akcji – oszacowywanej na 28 dolarów na początku sesji – podskakuje do 58 dolarów. Właściciele firmy w ciągu kilku godzin stają się milionerami. Dlaczego wartość poważnie zadłużonego przedsiębiorstwa istniejącego zaledwie od półtora roku, którego obroty w pierwszym semestrze 1995 r. wyniosły zaledwie 16,6 mln, podskoczyła do 3 miliardów dolarów ?

Przyczyną tej prawdziwej euforii wśród inwestorów był gwałtowny rozwój Internetu, którego liczba użytkowników w 1995 r. wynosiła 35 mln i mogła według opinii specjalistów podskoczyć do 500 mln. w 2000 roku. Internet – z tego zdawali sobie sprawę wszyscy zainteresowani – rewolucjonizował podstawy międzyludzkiej komunikacji, a więc miał bezpośredni wpływ na najważniejsze aspekty funkcjonowania społeczeństwa.

Firma Netscape skonstruowała pierwsza przeglądarkę umożliwiającą wyszukiwanie informacji w sieci i stąd ogromne zainteresowanie jej akcjami kół finansowych, które zakładały, że dochody firmy w najbliższych latach wzrosną wielokrotnie . I rzeczywiście, po wejściu firmy Netscape na giełdę, Internet rozwija się w zawrotnym tempie. Pod koniec 2000 roku 44% amerykanów używa globalnej sieci, a 60% posiada komputery domowe (w 1995 statystyki wynosiły odpowiednio – 9% i 32%).

Na rynku pojawiają się inne firmy produkujące narzędzia informatyczne ułatwiające dostęp do internetu. Ich finansowanie gwarantują t.z.w spółki ryzykownego kapitału, których finanse zasilane są głównie przez zarówno prywatne jak i publiczne fundusze emerytalne. Są one gotowe – po raz pierwszy w historii ekonomi – finansować innowacje w celu osiągnięcia zysku. Dzięki nim ci, którzy mają ‘’rewolucyjne idee’’ , lecz nie mają pieniędzy mogą bez większego trudu realizować swoje marzenia. I je realizują , powstają setki firm popularnie nazywanych start-up, których właściciele nie mając grosza w kieszeni mogą – dzięki spółkom ryzykownego kapitału – wynająć pierwszy lokal i zatrudnić pierwszych pracowników. Ich giełdowa kapitalizacja jest równie spektakularna co opisany wyżej przypadek firmy Netscape.

N.p akcje UUNet Technology produkująca oprogramowanie inernetowe wzrastają o 95% w ciągu 2 tygodni. Rozwój światowej sieci – nazywanej również cyberprzestrzenią – rewolucjonizuje także intelektualne wyobrażenia o samej zasadzie działania komputera. Larry Ellison – dyrektor firmy Oracle – rozpoczyna prace nad ‘’komputerem sieci’’, którego pamięć i inteligencja znajdowałyby się właśnie w Internecie.

Realizacja tego projektu wywróciłaby do góry nogami dotychczasowe zasady korzystania z narzędzi informatycznych i zlikwidowałyby potrzebę posiadania w komputerze systemu operacyjnego. Bill Geats, który zignorował kompletnie pojawienie się internetu, dostrzega w końcu grożące jego firmie niebezpieczeństwo. Microsoft w którego produkty (w szczególności system operacyjny Windows) wyposażonych jest 9 na 10 komputerów na świecie decyduje się na użycie całej swojej ogromnej machiny finansowej (35 miliardów w 2001 r.) by nadrobić internetowe opóżnienie.

W niedługim czasie – dzięki zakupie małej firmy specjalizującej się w produkcji narzędzi do obsługi globalnej sieci – konstruuje przeglądarkę internetową nazwaną Internet Explorer, która staje się integralną częścią nowej wersji systemu Windows. W ten sposób wszyscy użytkownicy tego systemu są zmuszeni do używania tego produktu.

A jeśli – mimo wszystko – pragną używać przeglądarki firmy Netscape to niestety napotykają na nieprzezwyciężalne problemy techniczne, które uniemożliwiają jej zainstalowanie i używanie. Firma Netscape, która w 1996 kontrolowała 90% rynku produktów dla internetu, kapituluje i w 1998 roku zostaje zakupiona za 4,2 miliarda dolarów przez America Online (AOL). Bill Geats tryumfuje i aby utrwalić swój monopol na rynku systemów operacyjnych dla komputerów domowych nową wersje Windowsa XP wylansowaną w 2001 r. sprzedaje jako formę abonamentu co drastycznie ogranicza wolność wyboru konsumentów. I dlatego nie tylko firmy ale także organizacje zawodowe i konsumenckie zdecydowały się oskarżyć Microsoft o łamanie ustaw antymonopolowych. Takie jest najogólniejsze prawno-ekonomiczne podłoże procesu przeciwko firmie, która – w XX wieku- była symbolem potęgi handlu i pieniądza.


Mozillia wygrywa

Jak już wspomniałem na początku 4 listopada 2002 r. amerykański sąd federalny zaakceptował ugode, jaką Departament Sprawiedliwości USA zawarł z Microsoftem. Na mocy porozumienia Microsoft nie może odmówić współpracy, oferować gorszych warunków handlowych lub wywierać nacisków na producentów instalujących w komputerach PC systemy operacyjne konkurencyjnych firm.

Musi również zapewnić producentom narzędzi informatycznych i użytkownikom możliwość całkowitego usunięcia z systemu Windows przeglądarki Internet Explorer i oprogramowania do odtwarzania multimediów Windows Media Player. Równocześnie firma Billa Geatsa zobowiązana jest udostępnić dane techniczne systemu Windows i elementy jego kodu źródłowego aby oprogramowania tworzone przez konkurentów mogły być instalowane i używane tak samo dobrze jak aplikacje Microsoftu.


I to był początek końca firmy B. Geatsa. Jaka przeglądarka jest lepsza – Internet Explorer, za która trzeba płacić bo jest wliczona w cenę systemu operacyjnego czy darmowa Mozillia utworzona przez informatyków z ruchu wolnego oprogramowania? Oczywiście – i to wiedzą wszyscy – Mozillia bije na głowę Internet Explorer z którym użytkownicy maja same problemy.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail

Jak zmienić Polskę w Finlandię

 

We Francji, Meksyku, Anglii, Peru, Rosji, Chinach nauczyciele , uczniowie i ich rodzice, wspólnie zastanawiają się i próbują rozwiązać jeden z podstawowych dylematów społeczeństwa informacyjnego : jak uczyć informatyki, wiedząc, że narzędzia informatyczne aktualnie używane  mogą – biorąc pod uwagę błyskawiczne tempo zmian technologicznych – być bezużyteczne po skończeniu szkoły przez dzisiejszych licealistów ? Czy w takim razie uczyć raczej obsługiwania oprogramowań, czy zrozumienia jak one działają ? Czy w procesie nauczania korzystać z narzędzi informatycznych firmy Microsoft które dostarczane są użytkownikowi w formie uniemożliwiającej ich przeczytanie i zrozumienie ?Pytań jest wiele i – co warto podkreślić- niektóre państwa udzieliły na nie już odpowiedzi.

 

 

Zmiany w metodzie nauczania na świecie

W  1997 r. rząd meksykański wprowadza radykalną reformę systemu nauczania informatyki instalując w 140 000 szkół system operacyjny Linux, który – w przeciwieństwie do narzędzi firmy Microsoft – umożliwia czytanie i zrozumienie oprogramowań z których jest zbudowany. Finlandia, której radykalna reforma ekonomiczna sprzed kilkunastu lat, polegała głownie na całkowitym zreorganizowaniu  systemu edukacji w szczególności systemu nauczania informatyki. Efekty są znane. Boom gospodarczy. Francja w której liczne asocjacje skupiające rodziców licealistów i wybitnych informatyków wymusiły na wszechpotężnym Ministerstwie Edukacji Narodowej  wprowadzenie do szkół nauki Linuksa. W Rosji premier Putin zapoczątkował od 2007 roku wprowadzenie – na masową skalę - nauki Linuksa do szkół. Chiny to samo. W Polsce – czyli ojczyźnie logików  Tarskiego, Łukaszewicza, Leśniewskiego, których logiczne odkrycia zrewolucjonizowały informatykę i przyczyniły się do powstania Unixa, starszego brata Linuksa - system nauczania informatyki w liceach, który uczy nasze dzieci tylko i wyłącznie posługiwaniem się oprogramowaniami firmy Microsoft, spycha nasz kraj w cywilizacyjną przepaść. Cały świat uczy się Linuksa. My nie! Jeżeli nie dokonamy – my to znaczy, rodzice i informatycy, bo nasze państwo w tej sferze jest kulturowym zakładnikiem Microsoftu - jak najszybciej reformy nauczania informatyki w liceach to o ludziach odpowiedzialnych za system  edukacyjny w Polsce będzie można powiedzieć to samo co o socjalistach francuskich z lat 80-tych : oni tak bardzo lubią bezrobotnych, że produkują ich masowo. Dlaczego na świecie Linux jest coraz bardziej popularny, dlaczego coraz więcej państw wprowadza jego naukę do szkół ponadpodstawowych ?

 

A w Polsce...

W 2002 PWN wydał  podręcznik do przedmiotu – technologia informacyjna – przeznaczony dla uczniów liceów ogólnokształcących. Podręcznik "Technologia Informacyjna’’ jest znakomity, obiema rękoma podpisuje się pod stwierdzeniami reklamującymi książkę : "prosty, przystępny język, itd." tylko jego tytuł powinien brzmieć  "Technologia Informacyjna Windowsa". Przyznają to zresztą sami autorzy pisząc na str. 11 ‘’W podręczniku, omawiając konkretne bloki tematyczne, wykorzystano głównie platformę systemową Windows". Znajduje się w nim także krótki 10-stronicowy rozdział poświęcony Linuksowi, na którego poznanie autorzy proponują poświecić 3 godziny dodając :"…poznanie systemu Linux  jest bez wątpienia pożyteczne, jednak nie ma kluczowego znaczenia dla osiągnięcia celów zawartych w podstawie programowej przedmiotu technologia informacyjna". Dlaczego ?  Dlatego że system Linux  umożliwia zrozumienie działania narzędzi informatycznych, natomiast celem przedmiotu technologia informacyjna jest nauka ich obsługiwania . Czy jest jednak możliwe w informatyce automatyczne oddzielenie wiedzy od umiejętności  ? Przytoczę dwie definicje Internetu.

Pierwsza jest umieszczona w podręczniku na str. 79 :

"…Ważne, żebyś rozumiał, że istotą Internetu stanowi infrastruktura sieciowa, (...) oraz zbiór zasad normujących jego działanie"

Porównajmy ją z określeniem Internetu jakie znajdujemy w książce S. Lema  pt. "Tajemnica chińskiego pokoju" :

"Dopiero niedawno dowiedziałem się, że zaczątek Internetu jako sieci komputerowej bez ośrodkowej, czyli takim sposobem rozgałęzionej, że nie posiada ona żadnego centrum wymyślili fachowcy Pentagonu..." .

Wybitny pisarz w krótkim zdaniu, przedstawił podstawową zasadę funkcjonowania cyberprzestrzeni. Natomiast z definicji umieszczonej w podręczniku informatyki nie dowiadujemy się nic, bo cóż to znaczy, że "istotą Internetu stanowi infrastruktura sieciowa", określenie to, przypomina  sławne marksistowskie "istota człowieka to całokształt stosunków społecznych" i dziwić się należy, że autorzy  konstruują definicje używając pojęć i metod z epoki zdawałoby się dawno minionej i zapomnianej. Przytoczone przykłady – a tak naprawdę cała metodologia, na której oparty jest podręcznik - stawiają na ostrzu noża podstawowy problem związany z nauczaniem informatyki :

Czy możliwe jest skuteczne obsługiwanie narzędzi informatycznych bez jednoczesnego zrozumienia mechanizmów ich  działania ? Czy w XXI wieku dychotomiczne rozdzielenie wiedzy i umiejętności nie jest sprzeczne z zasadami regulującymi dużą część rynku pracy ? Na czym rzeczywiście polega praca w społeczeństwie informacyjnym ?

 

Eksplozja informacji

Przeżywamy prawdziwą eksplozje informacji, według ankiety przeprowadzonej przez uniwersytet Berkley w 2001 roku, poprzez Internet możemy dotrzeć do 550 miliardów dokumentów. Stronic internetowych przybywa codziennie 7.3 mln. Produkcja dobowa e-mail  jest 500 razy większa od produkcji stronic. Przedsiębiorstwa mają dostęp do różnych – praktycznie – niepoliczalnych danych do których szybki dostęp jest warunkiem niezbędnym ich funkcjonowania i przetrwania w stale zmieniającym się otoczeniu ekonomicznym. Elektroniczna ekonomia polega na umiejętnym wyszukiwaniu danych potrzebnych przedsiębiorstwu i na ich jak najszybszym przetworzeniu, organizowaniu i uporządkowaniu.

 

 

Jaki pracownik jest do tego typu zajęć potrzebny ?

Przede wszystkim musi on być wykształcony i – co istotniejsze – musi być zdolny do podejmowania samodzielnych inicjatyw i decyzji. Istnienie małych i dużych przedsiębiorstw zależy – o wiele bardziej niż w przeszłości – od stopnia autonomii ich personelu. Znikają hierarchiczne struktury, upowszechnia się coraz bardziej horyzontalny typ relacji organizacyjnych, w których zakres odpowiedzialności każdego pracownika wzrasta niepomiernie w porównaniu z zasadami pracy obowiązującymi w przedsiębiorstwie XX w.. W tych warunkach wartość pracownika nie jest wyznaczona tylko przez studia wyższe, lecz także przez typ otrzymanej w szkole edukacji.

W elektronicznej ekonomi pracownik musi umieć przystosować się do ciągle zmieniającego się kontekstu ekonomicznego i technologicznego, co wymaga stałego podnoszenia kwalifikacji. Warunkiem skutecznej pracy jest szybkość z jaką analizuje się i absorbuje zmianę, ponieważ zmiana jest cechą charakterystyczną naszej cywilizacji. Paradoksalnie, doskonała znajomość i ciągłe używanie tylko jednego systemu operacyjnego utrudnia – a czasami wręcz uniemożliwia – naukę innych opartych na odmiennych zasadach oprogramowań. Ekonomiści nazywają to zjawisko blokadą innowacyjną. Dlatego pluralizm metodologiczny w nauczaniu informatyki jest konieczny właśnie z punktu widzenia praw rządzących ekonomią elektroniczną ,Szkoła powinna uczyć uczenia się

Ciągła nauka – to jest aksjomat XXI wieku - stała się częścią naszego życia  zawodowego i codziennego. W opinii ekonomistów to system edukacyjny decyduje o miejscu zapóźnionych cywilizacyjnie społeczeństw – takich jak Polska – w światowym podziale pracy. Czy jest jednak możliwe – biorąc pod uwagę ilość godzin przeznaczoną na naukę informatyki w szkole – zaznajomienie uczniów z dwoma systemami operacyjnymi , co oprócz ewidentnie korzystnej dla pedagogiki wykładu różnorodności metodologicznej, umożliwiłoby również praktyczne zrozumienie przez młodzież zasady konkurencji na której oparta jest współczesna ekonomia ? Byłby to niewątpliwie eksperyment, ale nauczanie informatyki jest ciągłym eksperymentem. Konkurencja informatyczna – gdyż używając różnych systemów uczniowie porównują je i oceniają – w szkole jest ważna także z innego powodu : gwarantowałaby niezależność programów szkolnych od strategii marketingowej przedsiębiorstw produkujących oprogramowania oparte na prawie własności. Powszechnie wiadomo, że przedsiębiorstwa te traktują systemy edukacyjne jako doskonałe narzędzia do zaznajamiania i – co gorsza – do przyzwyczajania uczniów do używania w przyszłości swoich produktów. Jeżeli uważamy, że celem nauki informatyki w szkole nie jest wychowywanie konsumentów używających automatycznie – czyli bezmyślnie – oprogramowań potężnych firm takich jak Microsoft, lecz kształcenie podstaw metodologicznych informatyki i nabywania umiejętności obsługiwania narzędzi informatycznych zbudowanych według różnorodnych zasad to wniosek wydaje się być oczywisty.

 

 

A więc czemu my dalej się uczymy tego samego ?

Dlaczego w takim razie autorzy podręcznika "Technologia Informacyjna" prezentują tylko narzędzia informatyczne firmy Microsoft ? Odpowiedź – jaką można zrekonstruować na podstawie lektury książki jest następująca : system Windows jest powszechnie używany , łatwy do nauczenia i jego znajomość jest podstawowym warunkiem znalezienia pracy. Argumentacja ta oparta jest jednak na fałszywych  przesłankach. Przeanalizujmy je po kolei.

1. Autorzy podręcznika podkreślają, że system Windows jest powszechnie używany, ponieważ według zgodnej opinii jego użytkowników jest on łatwy do nauczenia. Otóż w rozumowaniu tym przesłanka z konkluzją powinny zamienić się miejscami (jest on uważany za łatwy ponieważ jest powszechnie używany). Aby stwierdzić, że coś jest łatwiejsze czy trudniejsze musimy dysponować jakąkolwiek skalą porównawczą. W wypadku systemów operacyjnych skala taka  – z przyczyn historycznych -  nie istnieje.

2. Autorzy  są zwolennikami stanowiska, które można przedstawić w sposób następujący : co istnieje teraz, będzie także trwało w przyszłości. Otóż jest to założenie – jeżeli weźmie się pod uwagę historie rozwoju technologii informatycznych - fałszywe. W latach 70-80 supremacja IBM, była przygniatająca, jednak kierownictwo firmy zlekceważyło pojawienie się na rynku komputera domowego i przegrało konkurencje z Microsoft. Dzisiaj role się odwróciły. IBM wykorzystuje system Linux do budowania nowych narzędzi informatycznych mogących zagrozić monopolowi Microsoft..

3. Podręcznik "Technologia Informacyjna" prezentuje wyłącznie narzędzia informatyczne firmy Microsoft, ponieważ dobra – wg jego autorów - ich znajomość ułatwi absolwentom szkół znalezienie pracy. Błąd, za który zapłaci całe polskie społeczeństwo. Za kilka lat, albo pracodawca będzie zmuszony wydać pieniądze na przekwalifikowanie pracowników, albo pracobiorca będzie sam musiał nauczyć się innych wymaganych na rynku pracy narzędzi informatycznych. Jednokierunkowość w nauczaniu informatyki jest formą dodatkowego opodatkowania społeczeństwa przez państwo.

 

 

Czy najbardziej rozpowszechniony znaczy najlepszy ?

Jednak zwolennicy firmy Billa Geatsa twierdzą że firma Microsoft wywalczyła swoją pozycje w "warunkach naturalnej wolnej konkurencji". Czyli, że jej produkty są po prostu najlepsze. Otóż nie biorą oni pod uwagę faktu, że prawo konkurencji w warunkach ekonomi elektronicznej działa inaczej niż w ekonomi tradycyjnej. Przypomnijmy, że wyprodukowanie pierwszego egzemplarz produktu informacyjnego kosztuje bardzo drogo, natomiast koszt produkcji egzemplarza następnego jest praktycznie równy zeru. Innymi słowy produkcja informacji kosztuje drogo, jej reprodukcja tanio. W kategoriach ekonomi  oznacza to, że koszty stałe są wysokie natomiast koszty krańcowe, niskie. Przy czym koszty stałe są nie do odzyskania, to znaczy, że raz zainwestowane pieniądze nie mogą być odzyskane tak jak ma to miejsce np. przy zakupie budynku, który mogę – jeśli n.p zrezygnuje z realizacji projektu – odsprzedać. Do kosztów stałych trzeba jeszcze dorzucić koszty związane z promocją i reklamą produktu, które są także bardo wysokie. W społeczeństwie informacyjnym uwaga klienta jest dobrem wyjątkowo rzadkim, i aby ją  u potencjalnego konsumenta wywołać trzeba zainwestować ogromne sumy w marketing. Cechy te strukturalizują rynek dóbr informacyjnych w sposób odmienny niż to miało miejsce w ekonomi tradycyjnej. W praktyce mamy – na dłuższą metę – do czynienia z dwoma rodzajami rynku.

1. rynek kontrolowany całkowicie przez przedsiębiorstwo dominujące, którego produkt nie musi być wcale najwyższej jakości, które jednak dzięki swojej wielkości i potędze finansowej eliminuje z łatwością swoich konkurentów. Microsoft – praktyczny monopolista – na rynku systemów operacyjnych dla komputerów PC,   jest przykładem najbardziej znanym.

2. rynek "produktów zróżnicowanych"

 

Dążenie do monopolizacji na poszczególnych rynkach produktów informacyjnych jest więc prawem ekonomi elektronicznej. "Diabolizacja" Billa Geatsa oskarżanego przez jego przeciwników o stosowanie mafijnych metod w dążeniu do wyeliminowania potencjalnych konkurentów jest nieporozumieniem. O to samo oskarżano IBM, którego supremacja – w przemyśle informatycznym – w latach 70-80 XX wieku była przygniatająca i właśnie dlatego Departament Sprawiedliwości USA oskarżał amerykańskiego giganta informatycznego o naruszanie ustawy antytrustowej i  wytaczał mu  proces za procesem. Przy czym – co warto podkreślić – strategie marketingowe i handlowe zarówno Microsoft-u jak i IBM byłyby – zdaniem sędziów amerykańskich - całkowicie legalne  i usprawiedliwione jeśli odbywałyby się na rynku konkurencyjnym. Te same praktyki w warunkach monopolu stają się niebezpieczne, ponieważ redukują do minimum wybór konsumentów. Innymi słowy walka  przeciw naturalnym zakusom monopolistycznym firm informatycznych  jest obowiązkiem współczesnego państwa, które stwarza warunki dla istnienia wolnego rynku. Paradoksalnie współczesnym  „liberałem” jest państwo które gwarantuje istnienie liberalnych reguł gry.

 

Piotr Piętak

Drukuj E-mail

Wacław Machajski - prorok internetu

 

Postać Wacława Machajskiego – jednego z najbardziej interesujących teoretyków anarchizmu – jest w Polsce prawie zupełnie nieznana. Wprawdzie ostatnio ukazała się praca Leszka Dubela p.t „Zapomniany prorok rewolucji – szkic o Janie Wacławie Machajskim”,  [1] ale pozostaje on myślicielem i działaczem robotniczym nieznanym szerszej opinii publicznej w Polsce.

We Francji – by zacytować przykład osobiście mi znany - jego pisma wyszły w popularnej serii Points/Politique w wydawnictwie Seuil już dwukrotnie w 1979 roku i w 2001. Przyczyny tej sytuacji w Polsce sa ewidentne : po 1989 r. wszelkie ideologie socjalistyczne czy równościowe zostały przez społeczeństwo – a raczej jego elitę – wyrzucone do kosza. Zawołaniem kulturowym III Rzeczpospolitej było hasło : „bogaćcie się”. Ideologia ta wykluczała z ideowego obiegu wszystkich myślicieli, których paradygmatem filozoficznym była walka o równość ekonomiczną. Takim myślicielem był właśnie Jan Wacław Machajski. Dlaczego to właśnie on - przyjaciel Stefana Żeromskiego, którego pisarz uwiecznił w „Syzyfowych pracach”  jako Andrzeja Radka – jest coraz częściej uznawany za prekursora kultury Internetu, która polega głównie na darmowym upowszechnieniu wiedzy i dzieł sztuki?


Wiedza jest najcenniejszą własnością

Jan Wacław Machajski był  zagorzałym przeciwnikiem inteligencji, która wg niego posiadała na własność dobro najcenniejsze : wykształcenie. Przypomnę, że u źródeł darmowego upowszechnienia przez amerykańskich hippisów  narzędzi do obsługiwania Internetu, leżało pragnienie upowszechnienia wiedzy wśród klas niższych, to samo pragnienie w swych pismach w radykalny sposób wyrażał polski anarchista. To w jego pismach odnajdujemy zalążek prawa „copyleft” (sankcjonującego tą praktykę), i  gwałtowny sprzeciw wobec prawa autorskiego czy patentów, które zawłaszczały wiedzę i uniemożliwiały robotnikom emancypacje. Dla Machajskiego najważniejszą własnością jest wiedza i wykształcenie, a równość polegała na umożliwieniu robotnikom w jak najszybszy sposób zdobycia tych wartości. Burżuazja posiadała rzeczy, inteligent wiedzę czyli coś nieporównanie wartościowszego od pieniędzy czy dóbr materialnych. Dla Machajskiego największym wrogiem robotnika nie był kapitalista lecz inteligent, który w jego pismach pełnił role „krwiopijcy ludu”. Jedyną własnością godną tego miana jest wykształcenie, kto je ma ten rządzi, kto go nie ma jest niewolnikiem. „Siła wytwórczą”, która charakteryzuje formacje społeczno-polityczne jest stopień upowszechnienia wiedzy w społeczeństwie.

Wacław Machajski zmodyfikował opinie Bakunina, który twierdził, że realizacja w praktyce marksistowskiej doktryny nie może doprowadzić do utworzenia ustroju sprawiedliwości społecznej, ponieważ przewiduje ona zachowanie instytucji państwa, które z definicji tworzy podział pomiędzy machiną państwową reprezentowaną przez biurokratyzująca się administracje oraz reszty obywateli. Machajski  twierdził, że Marksistowska doktryna wyraża specyficzne interesy inteligencji, która aspiruje do zajęcia uprzywilejowanego miejsca, korzystając ze społecznie dziedziczonego swojego przywileju, mianowicie wiedzy. Dopóki inteligencja jest w stanie przekazywać swemu potomstwu korzystne warunki nabywania wiedzy, dopóty nie ma mowy o równości. A to właśnie idea równości jest kamieniem węgielnym, substancją socjalizmu. Ruch robotniczy, który wydany jest na pastwę inteligenckich przywódców – jak np. partia bolszewicka -, nie może osiągnąć swego celu, póki nie wywłaszczy inteligencji z jej głównego kapitału, mianowicie wiedzy.

Machajski jest prorokiem warstw najbardziej wykorzystywanych. Bakunin także postulował upowszechnienie nauki, postulował on  „zlikwidowania nauki jako bytu moralnego istniejącego poza społecznym życiem ogółu i reprezentowanego przez ciało patentowanych uczonych”. Nauka powinna stać się własnością powszechna, co można osiągnąć  przez powszechną dla wszystkich jednakową oświatę. Stawszy się własnością powszechną, straciwszy własną odrębną organizacje, nauka wprawdzie obniży swe loty, ale za to ściśle zwiąże się z bezpośrednim, realnym rysem, będzie lepiej służyć jego potrzebom, przestanie wytwarzać arogancką i szkodliwą arystokracje umysłową. [2].

 

Czy Machajski chciał zniszczyć kulturę i rodzine ?

Bakunin zarzucał Marksowi tendencje centralistyczno-dyktatorskie, etatyzm oraz w gruncie rzeczy zdradę rewolucji, zejście na płaszczyznę legalnej walki o reformy i prawa polityczne ; traktował Markasa jako rzecznika interesów wykwalifikowanego i przesiąkniętego kulturą mieszczańska proletariatu krajów bogatych, w sobie natomiast widział rzecznika „proletariatu nędzy”, obrońcę „czarno-roboczych” mas krajów zacofanych i biednych.”. Machajski szedł o krok dalej i nie interesował się zupełnie likwidowaniem państwa, dla niego liczył się tak naprawdę tylko konflikt pomiędzy inteligentami (którzy w dodatku chcieli reprezentować interesy proletariatu) a robotnikami.  Krytyka ruchu socjalistycznego dokonana przez Wacława Machajskiego opierała się na dość oczywistym spostrzeżeniu, że w każdym społeczeństwie, gdzie istnieją zarazem nierówności dochodów oraz znaczna korelacja między stopniem wykształcenia a pozycja społeczną, dzieci warstw wykształconych Mają dzięki warunkom środowiskowym, lepsze szanse zajęcia wyższego miejsca w hierarchii społecznej niż dzieci warstw uboższych. Prof.  Leszek Kołakowski twierdzi, ze jedynym : „możliwym rozwiązaniem tej nierówności dziedziczonej mogłoby być tylko całkowite zniszczenie ciągłości kulturalnej i przymusowe odbieranie dzieci rodzicom w celu wspólnego, niezróżnicowanego wychowania ; innymi słowy, utopia Machajskiego zakłada zniszczenie istniejącej kultury, a także zniszczenie rodziny w imię ideału równości.”. [3] Wydaje mi się, ze postulaty polskiego anarchisty mogą być – przynajmniej częściowo spełnione – bez zniszczenia kultury czy rodziny. Machajski był radykalnym wyrazicielem nastrojów narodników rosyjskich odłamu inteligencji, która czuła wyrzuty sumienia z powodu swego uprzywilejowanego statusu, tylko, że wyrażał je ze stanowiska robotnika, który ciężką pracą zdobył sam wykształcenie. W pięknej książce p.t. „Słowo o Wacławie Machajskim” wydanej w Paryżu w 1967 r. jej autor, jeden z ostatnich przywódców przedwojennej PPS Zygmunt Zaremba,  wkłada w usta Machajskiego -  w wyimaginowanej przez siebie rozmowie jaką mógłby on odbyć ze swoim przyjacielem S. Żeromskim – słowa, które świetnie charakteryzują polskiego anarchistę : „Wolność. Dla kogo wolność ? Kto będzie z niej korzystał ? Już stary Kropotkin odkrył prawdę, że póki robotnik pozostanie najemnikiem, dopóty zostanie niewolnikiem tego komu będzie sprzedawał swoją siłę roboczą. Cóż z tego, że zgłasza swe prawa do równości obywatelskiej, gdy pod tą nazwą kryje się nowa tylko forma niewolnictwa. Niech nawet spełnią się zapowiedzi socjalnych demokratów i fabryki zostaną odebrane kapitalistom. Czy zniknie najemnictwo, czy tylko zmienią się tytuły wykształconych w kierownictwie członków warstw wykształconych ? ”.


Socjalizm czyli ideologia inteligenta-wyzyskiwacza

Machajski jest w swej krytyce rewolucyjnej inteligencji bezwzględny, wydaje się, że dla niego inteligent jest dlatego gorszym wyzyskiwaczem warstw uboższych od kapitalisty, że postępuje jak klasyczny hipokryta ubierając się w piórka  obrońcy robotników, ba  tworzy teorie jak Marks czy Lenin, że to właśnie oni inteligenci przyniosą klasie robotniczej wolność i sprawiedliwość, kiedy z definicji nie mogą tego zrobić ponieważ posiadają to czego robotnicy posiadać nigdy nie będą : wiedze, niezbędną do rządzenia. Machajski pisze :„Socjaliści i inteligencja zapewniają, że wiedza przez nich posiadana to... czyste światło rodzące się w niebiosach a nie na tej naszej grzesznej ziemi, gdzie wszędzie króluje grabież. Za nic w świecie nie chcą przypomnieć sobie, że wiedza ta wyrosła z pieniędzy, z tego grabieżczego dochodu, co znajdował się w kieszeni ich burżuazyjnych rodzin; że mogli oni uczęszczać do różnych zakładów naukowych jedynie dlatego, że inni grabieni ludzie dostarczali im na przeciąg tego czasu i odzienia, i pokarmu, i mieszkania, a własne swe dzieci od najmłodszych lat posyłali do tej samej katorgi, w której sami spędzają całe swe życie. Za nic też w świecie inteligenci-socjaliści nie chcą się przyznać, że ich wiedza, zrodzona z dochodu grabieżczego, przynosi również im samym dochód grabieżczy. Cóż znowu! Wszelki dochód inteligenta, to taka sama płaca zarobkowa, jak i robotnika, pracującego fizycznie, tylko płaca za pracę lepszej jakości, wyższej kategorii. Zupełnie tak samo zapewnia kapitalista, iż kapitał swój zdobył własną pracą.”. [4] . Polski anarchista odwraca w gruncie rzeczy klasyczne dogmaty marksistowskie : to nie byt określa świadomość, tylko odwrotnie świadomość byt, to nie równość ekonomiczna jest warunkiem równości kulturowej i społecznej, tylko równość kulturowa jest warunkiem niezbędnym równości ekonomicznej, a to przekonanie jest kamieniem węgielnym dzisiejszego światopoglądu ery Internetu.  Dla Machajskiego realizacja głównych postulatów ruchu socjalistycznego, takich jak uspołecznienie środków produkcji będzie nie spełnieniem ideałów równości i sprawiedliwości społecznej lecz wręcz przeciwnie, nowym o wiele cięższym jarzmem dla klasy robotniczej. Efektem rewolucji socjalistycznej będzie zmiana panów z burżuazji na wykształconą inteligencje. Robotnik pozostanie niewolnikiem zmuszonym do sprzedawania swej siły roboczej nowym panom - inteligentom, którzy przejmą władze w państwie w wyniku wyśnionej przez marksowskich rewolucjonistów rewolucji.  Uspołecznienie – a w zasadzie upaństwowienie środków produkcji – będzie tylko zmiana ekipy rządzącej, jeśli nie będzie mu towarzyszyła radykalna zmiana podziału dochodu narodowego, tak aby pracownicy fizyczni otrzymywali za swą pracę wynagrodzenie równe wynagrodzeniu pracowników umysłowych. Schemat marksistowsko-leninowskiej ideologii zostaje przez Wacława Machajskiego odwrócony : dla klasy robotniczej, jej autentycznego wyzwolenia z „kajdan niewoli” istotne znaczenie ma nie zmiana systemu własności i kierownictwa produkcji, lecz osiągnięcie równych płac dla wszystkich ludzi pracy.


Rewolucja permanentna

Wywłaszczenie i uspołecznienie środków produkcji nie rozwiązuje sprawy robotniczej i nie kładzie kresu odwiecznemu konfliktowi między posiadaczami wiedzy i informacji i nieoświeconym ludem uosabianym w utopii Machajskiego przez proletariat. W nowym ustroju zmienią się dysponenci kapitału ale walka robotników nie może ustać dopóki zrównanie w zarobkach nie pozwoli robotnikom lub przynajmniej ich dzieciom, zdobyć umiejętności kierowania życiem gospodarczym. Na tym celu powinna skupić się cała uwaga proletariatu i nie należy dopuścić do sprowadzenia tej walki na manowce ani przez opium socjalistycznej rewolucji, której głównym hasłem jest wywłaszczenie burżuazji przez inteligencje ani przez ułudy nacjonalizmu czy demokracji. Marksowski socjalizm został przez Machajskiego w całości odrzucony. Więcej – z perspektywy lat i XX wiecznych doświadczeń – można stwierdzić, że pomiędzy anarchistyczną utopią Machajskiego i rewolucja socjalistyczną zachodzi większa sprzeczność niż pomiędzy krajami kapitalizmu i socjalizmu. Socjalizm został przez Wacława Machajskiego odrzucony, ponieważ był hipokryzja i oszustwem. Manifest Komunistyczny – w przeciwieństwie do Bakunina, który był jego zagorzałym zwolennikiem i wielbicielem - potraktował on jako : „najbardziej głęboką i życiową formułę demokratycznego socjalizmu nowej inteligencji europejskiej.”.[5] W wywodach Marksa zawartych w „Kapitale” o pracy wykwalifikowanej wymagającej wyższego wykształcenia widział próbę teoretycznego uzasadnienia przywilejów inteligencji i tak zwanej „arystokracji robotniczej” czyli warstwy techników bezpośrednio nadzorujących prace proletariuszy (termin ten został rozpropagowany głównie przez twórcę państwa radzieckiego W.I. Lenina).

Wacław Machajski odrzuca także pojęcie dyktatury proletariatu, które od czasu Komuny Paryskiej jest bez przerwy dyskutowane w ruchu socjalistycznym. Rozumował on następująco ;  w obecnych warunkach nawet zmiana systemu własności nie przyniesie rozwiązania sprawy najemnictwa, tak więc dyktatura proletariatu musi oznaczać (wbrew swej nazwie) dyktaturę nowej klasy rządzącej – inteligencji – jedynie przygotowanej do zarządzania strukturami państwa. Tym samym klasa robotnicza nie może niczego się spodziewać po takiej dyktaturze i będzie zmuszona do prowadzenia po dawnemu zaciętej walki z  władza nowego socjalistycznego państwa. Warstwy wyzyskiwane musza się przygotować na walkę z wszelką władzą i nie mogą się łudzić, ze same ja rzeczywiście zdobędą, póki istnieje monopol wykształcenia i uprzywilejowanych zarobków dających możliwość tylko dzieciom warstw wyższych zdobycia wiedzy i umiejętności kierowania. Ruch robotniczy musi zatem stać zawsze poza władzą, być jej wiecznym antagonistą, prowadzącym nieustanną walkę strajkową, przekształcającą się w powstania mające na celu wymuszanie praw niezbędnych dla klasy robotniczej. Pojęcie rewolucji permanentnej zostaje po raz kolejny – po Proudhonie i Trockim - zredefiniowane przez Wacława Machajskiego.

 

Rewolucja permanentna to powtarzające się coraz częściej strajki powszechne  : „W buntach swoich bezrobotni zażądają zabezpieczenia ich od głodu… Powszechne strajki ekonomiczne robotników zatrudnionych w połączeniu z buntami i napadami bezrobotnych zmuszą wreszcie inteligencje do zabezpieczenia doli milionom głodnych przez zorganizowanie robót publicznych wszędzie gdzie są ludzie zostający bez zarobku. W ten sposób pod naciskiem i parciem „chuligaństwa” zniesione zostanie bezrobocie. Jednakże jeszcze i wtedy klasa robotnicza nie zaniecha powszechnych strajków ekonomicznych, bo dążyć będzie do coraz wyższej płacy, aż doprowadzi ja do takiego poziomu, że wszystkie uprzywilejowane dochody zostaną pochłonięte przez płace robotniczą i zrównają się z zapłata za fizyczna prace robotnika. Wtedy wszyscy ludzie będą mieć jednakowe środki dla spędzenia dla spędzenia dzieciństwa i młodości, dla zdobycia wiedzy i wykształcenia.”. [6] . Dyktatura proletariatu, pojecie wymyślone przez inteligentów, jest dla Machajskiego kpiną z robotników :  „Niestety, ten idealny ustrój nie tylko nie nastąpi prędko - on nie nastąpi nigdy! W rzeczy samej, zastanówmy się tylko: przed zaprowadzeniem ustroju socjalistycznego, robotnicy, pozostając na tej samej płacy niewolniczej, która skazuje ich i ich dzieci na dożywotnią katorgę pracy ręcznej winni nabyć wszechstronną wiedzę, niezbędną zarówno do kierowania produkcją, jak i całym życiem społecznym - więc tę całą wiedzę, która gromadziła się w ciągu długich wieków, cały ten ogrom wszystkich nauk i wszelkich umiejętności, które znajdują się w rękach całego uczonego świata i są wykładane w najrozmaitszych zakładach naukowych, uniwersytetach, akademiach! Aby zdobyć jedną nieznaczną cząstkę tych wiadomości, jedną tylko specjalność inteligencką, dzieci burżuazji zużywają czas całego swego dzieciństwa i młodości. Robotnicy zaś winni posiąść wszystkie te nauki drogą wyłącznie jakichś nadludzkich wysiłków, w święta, podczas wieczornych i nocnych godzin, po pracy codziennej a nadto za pomocą stowarzyszeń robotniczych, dozwolonych przez burżuazję. Zapewniać robotników, że wiedzę zdobywaną przez inteligencję w ciągu wielu lat, specjalnie na to poświęcanych, zdobyć mogą w godzinach odpoczynku po katorżnej pracy! Zapewniać robotników, iż średnie i wyższe zakłady naukowe, pochłaniające olbrzymie sumy na wychowanie dzieci inteligentów, mogą być zastąpione... przez stowarzyszenia robotników, stworzone za zaoszczędzone przez nich grosze! Czyż można wymyśleć bezczelniejsze naigrawanie się!”.

Jan Wacław Machajski jego postać, jego namiętne pragnienie wyrównania wiedzy w społeczeństwie, tak współgrające z dzisiejszymi przekonaniami, jest bezcennym składnikiem zarówno kultury polskiej jak i światowej. Czy my – jego rodacy – nie mamy obowiązku o nim pisać ? Czy nie należałoby wznowić pięknej książki Z. Zaremby wydanej w Paryżu w minimalnym nakładzie w roku 1967 ? Ośmielam się zaproponować to naszym wydawnictwom, które wydają stosy książek całkowicie bezwartościowych a zapominają o tradycji polskiej kultury i o jej najpiękniejszych postaciach.

 

Piotr Piętak



[1] Patrz Leszek Dubela p.t „Zapomniany prorok rewolucji – szkic o Janie Wacławie Machajskim”, Wydawnictwo UMCS rok 2009,

[2] Patrz Andrzej Walicki – „Rosyjska Filozofia i myśl społeczna” Wydawnictwo Wiedza Powszechna Warszawa 1973 rok ; str 407

[3] Leszek Kołakowski – „Główne nurty markzizmu” wydawnictwo Aneks Londyn 1988 rok str . 919-920

[4] Wacław Machajski „Religia socjalistyczna a walka robotnicza” Genewa 1909 str 5

[5] Wacław Machajski „Bankructwo socjalizmu” Genewa 1905 rok

[6] Patrz „Raboczij Zagawor ” wrzesień-pazdziernik 1907 rok, nr 1 cytat za Zbigniew Zaremba „Słowo o   Wacławie Machajskim”  Księgarnia Polska w Paryżu rok wydania 1967 -    str. 77

{jcomments on}

Drukuj E-mail