Sukcesy PiS w latach 2005 -2007

Postanowiłem upublicznić moje notatki z 2007 – pełniłem wtedy funkcję wiceministra MSWiA – w których staram się podsumować sukcesy rządów PiS z lat 2005 -2007. Uważam bowiem, że największym błędem tej partii jest zadziwiająca niemożność jej kierownictwa w jasnym podsumowaniu tego okresu i skonstruowaniu przejrzystego komunikatu dla opinii publicznej : osiągnęliśmy to i to a w tym zawiedliśmy z takich to powodów. Jest rzeczą oczywistą, że niektóre moje oceny pozbawione są autokrytycyzmu. Dzisiaj wiele analiz zawartych w tekście bym skorygował, ale maja one wartość dokumentalną. Tak mniej więcej myślało wielu technokratów zaangażowanych po stronie PiS w tym okresie.

Zdaje sobie sprawę, że pisanie o sukcesach rządu premiera Kaczyńskiego i Marcinkiewicza, będzie odebrane przez znaczną część opinii publicznej jako megalomania i wywoła – uśmiechy politowania – u tych dziennikarzy, którzy utracili „rządy dusz” i nie mogą się z tym pogodzić. Rzeczywiście taka bezkrytyczna postawa, przypomina do złudzenia postępowanie przeciwników PiS-u, którzy z iście narcystycznym zacięciem pieja zachwyty nad swoimi osiągnięciami.

Ostatnio, 17 maja 2007 r., podczas konferencji p.t „W obronie demokracji” samouwielbienie elity doszło do apogeum i gdyby prezydent Wałęsa z prezydentem Kwaśniewskim podali sobie nogi, zamiast uścisnąć dłonie, to ten socjotechniczny majstersztyk zmieniłby się w arcydzieło teatralnej groteski rodem z „Zielonej gęsi” Gałczyńskiego. Szkoda. Po 20 latach pobytu na Zachodzie mogę tylko ze smutkiem stwierdzić, że elita III Rzeczpospolitej (na szczęście nie cała) jest dla mnie przykładem warstwy społecznej, która uosabia najpełniej postawę antyeuropejską.

Brak autorefleksji, autokrytycyzmu jest immanentną cechą społeczeństw zamkniętych, które prędzej czy póżniej tracą kontakt z rzeczywistością. Elita III Rzeczpospolitej jest – z punktu widzenia kultury europejskiej – przykładem społeczności zacofanej, zamkniętej, żyjącej w całkowicie wyalienowanym świecie, którego podstawowa racją istnienia jest walka z rządem premiera Kaczyńskiego.

Walka – dodajmy – prowadzona przy pomocy retoryki wojennej, która niszczy naszą młoda demokracje. I niestety zaobserwowałem, ze nawet zwolennicy Pis zapominają o sukcesach rządu. Pod lawiną spreparowanych informacji, które śmiało można nazwać antyinformacjami, w atmosferze „wojny medialnej” prowadzonej przeciwko nam przez oligarchie postkomunistyczną, cofamy się i bronimy zamiast atakować. Dlatego chciałbym na wstępie scharakteryzować – w skrócie – I etap budowy zrębów IV Rzeczpospolitej. Etap zakończony sukcesem.

Pytanie, które musi każdy – kto analizuje historie III Rzeczpospolitej – postawić brzmi następująco : czy Państwo Polskie w tym okresie istniało, czy nie było raczej tak – w szczególności za rządów Millera i Belki -, ze państwo okazało się fikcją, a rządzenie sprowadzało się do zabiegów utrudniających ujawnienie tego faktu ? Moim zdaniem dla wielu obywateli naszego kraju Państwo było kompletna fikcją, absurdalna forma bez żadnej treści. I dlatego pierwszym i podstawowym zadaniem zarówno rządu premiera Marcinkiewicza i premiera Kaczyńskiego była próba odbudowy w świadomości polaków samego pojęcia państwa jako instytucji organizującej życie zbiorowe na terytorium Polski.

Czy próba ta się udała ? Moim zdaniem - mimo wiele zastrzeżeń co do jej wykonania – tak. Odczuwalny wzrost bezpieczeństwa obywateli, objęcie ochroną ekonomiczną najuboższych warstw ludności, przywrócenie poczucia, że administracja publiczna , jest skuteczne n.p w tak trudnym temacie jak absorpcja środków unijnych uświadomiło polakom, że Państwo Polskie – po raz pierwszy od 1989 roku – chroni dobro publiczne.

Przypomnijmy, ze w grudniu 2005 roku, politycy opozycyjni i dziennikarze mówili (a raczej krzyczeli), że rządy PiS-u nie będą w stanie zaabsorbować nawet 25% środków unijnych. Polska zaabsorbowała ich już około 45% na lata 2006-2008, co oznacza, że osiągnie jeden z najlepszych wyników w Unii Europejskiej. To dlatego – o czym nikt nie pisze – osiągnęliśmy tak wysoki wzrost gospodarczy. W tym wypadku skuteczność administracji państwowej jest podstawą rozwoju gospodarczego Polski.

Przypomnijmy – o czym także nikt nie pisze - że w roku 2006 ogólna liczba przestępstw (w stosunku do roku ubiegłego) spadła prawie prawie o 7% a wykrywalność osiągnęła ponad 62% co jest najlepszym wynikiem w historii polskiej policji. W tym samym roku nastąpił spadek kradzieży samochodów aż o 33%, co jak dotąd nie ma precedensu nawet w innych krajach europejskich ! Nasze „liberalne” media praktycznie o tym nie informowały obywateli polskich. Kiedy w Nowym Jorku ogłoszono spadek liczby przestępstw o kilkanaście procent pisały o tym wszystkie gazety.

Pokazywano w w różnych kanałach telewizyjnych, że można skutecznie walczyć z przestępczością i że warto współpracować w tej mierze z Policją. U nas cisza. Aby uzmysłowić czytelnikowi co to oznacza spadek przestępczości o 7% wyjaśniam, że w roku 2006 wydarzyło się - w stosunku do roku poprzedniego – 92.044 przestępstw mniej co oznacza 252 przestępstw mniej dziennie.

Wzrost gospodarczy zawdzięcza Polska także – choć wiem, ze brzmi to paradoksalnie – liberalizmowi rządów premiera Kaczyńskiego ? Na czy ten liberalizm polega ? Polega on na samoograniczeniu (z wyjątkiem sprawy Narodowego Banku Polskiego) władzy wobec sfery gospodarki : kiedy dziennikarze piszą "że na szczęście Kaczyńscy nie wtrącają się do ekonomii” nie zdając sobie sprawy, że cecha ta jest podstawa liberalnego światopoglądu i świadczy z jednej strony o skromności rządzących z drugiej zaś o ich głębokim przekonaniu, że naczelnym jej zadaniem jest odbudowa Państwa Polskiego.

Liberalizm rządu premiera Kaczyńskiego nie dotyczy natomiast sfery finansowej innymi słowy rząd nie zgadza się na absolutną autonomie Narodowego Banku Polskiego, ponieważ – o czym wiedzą wszyscy ekonomiści oprócz naszych domorosłych geniuszy – Polska od kilku lat funkcjonuje w ramach UE, a od lat kilkunastu jest poddana procesowi globalizacji, który nie tylko niszczy skutecznie państwa ale także redefiniuje samo pojęcie „władzy”.

Politykę NBP w minionych latach prof. J.Staniszkis określiła jako :”bankowy zamach stanu i przejęcie faktycznej władzy przez instytucje funkcjonalne (Bank Centralny) kosztem organów politycznych”. Autonomia NBP zgodna jest z interesem procesu globalizacji, jej ograniczenie warunkiem koniecznym istnienia samej instytucji państwa. I dlatego rząd premiera Kaczyńskiego musi – w imie obrony interesów narodowych – próbować wpływać na politykę NBP.

Przypomnijmy, że wyborczy program PiS-u był próbą połączenia dwóch wydawałoby się przeciwstawnych wartości : tradycji i nowoczesności. PiS jako jedyna partia w historii III Rzeczpospolitej przygotował kompleksowy program informatyzacji administracji publicznej. Chciałbym podkreślić, że w tej sferze rząd ma ogromne sukcesy, czego przykładem może być skuteczna walka z monopolem TPSA Pani Prezes UKE Anny Streżyńskiej oraz wprowadzenie zgodnie z harmonogramem UE paszportu biometrycznego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji- według jednomyślnej opinii fachowców zagranicznych i polskich – jednego z najlepszych systemów tego typu na świecie.

Kontynuacja sukcesów Rządu Premiera Kaczyńskiego jest zagwarantowana pod warunkiem, że zostanie uchwalona ustawa o podpisie elektronicznym. Wprowadzenie dowodu biometrycznego w połowie 2008 r. umasowi wykorzystanie podpisu elektronicznego ( co zapowiadał zarozumiale i nieskuteczne Prezydent Aleksander Kwaśniewski w 2001 r.) i będzie kołem zamachowym rozwijającym „gospodarkę elektroniczną” w naszym kraju.

Podpis elektroniczny jest też warunkiem niezbędnym skutecznego wprowadzenia tzw. „jednego okienka” Konsekwencją tego będzie rozwój polskich przedsiębiorstw i napływ nowych zagranicznych inwestycji i nowoczesnych technologii do naszego kraju. Z moich rozmów z przedstawicielami Rządów Europy - Belgii, Francji, wynika, że kraje zachodnie są zaskoczone naszymi osiągnięciami w tej dziedzinie. Tyle o sukcesach – chociaż mógłbym kontynuować (działalnośc min. Ziobry, walka z korporacjonizmem, i.t.d.), przejdźmy teraz do wyzwań jakie stoją przed rządem w najbliższym czasie.

Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i dlatego z jednej strony priorytetowym zadaniem rządu premiera Kaczyńskiego jest dostosowanie naszych struktur państwowych i procedur administracyjne do reguł zarządzania panujących w Unii Europejskiej, z drugiej zaś zagwarantowanie naszemu państwu wpływu na kształtowanie się reguł uchwalanych dzisiaj i w najbliższej przyszłości. Uważam, ze jest to najważniejsze zadanie przed jakim stoi nasz kraj. Zadanie tym trudniejsze, że fenomen organizacyjno-prawny Unii – jej biurokratyczna „orginalność” - jest często niezrozumiała przez naszych polityków a także często urzędników szczebla centralnego i samorządowego.

Unia Europejska nie jest państwem, lecz tworem ustrojowym, który nieustannie się zmienia, zasada ta jest sprzeczna z samą istota administracji. Jak pozornie słusznie pisał jeden z publicystów : „Urzędy nie mogą i nie powinny zmieniać reguł gry. Muszą działać według stałych, jednolitych, niezmiennych zasad. Do czego prowadzą nieustanne zmiany w sposobach funkcjonowania państwa, widać najlepiej w Polsce. Utrudniony rozwój firm i przedsiębiorstw w wyniku częstych zmian prawa czy przepisów podatkowych to jedna z najbardziej widocznych konsekwencji braku stabilizacji działania organów państwowych.”

Otóż urzędy i procedury administracji publicznej w naszym kraju muszą być zbudowane i muszą funkcjonować w taki sposób by zmiana reguł zarządzania była naczelną regułą rządzaca państwem. Zmiana procedur administracyjnych jest „regułą reguł” funkcjonowania w ramach UE. Nowa zasada wokół której zorganizowana jest profesjonalna biurokracja w UE funkcjonuje w dodatku w całkowicie oryginalnym nieznanym z historii ustroju politycznym. Unia Europejska nie opiera się bowiem na klasycznym podziale na władzę ustawodawczą wykonawczą i sądowniczą.

Podstawa władzy w UE czyli „wspólnotowy trójkąt instytucjonalny” Rada, Komisja Parlament oparta jest raczej na połączeniu funkcji niż na podziale władzy. To Komisja Europejska czyli rząd Unii a nie Parlament posiada wyłączny monopol na inicjatywę ustawodawczą. Sytuacja ta pociąga za sobą nieistnienie w systemie wspólnotowym jakiegokolwiek rozróżnienia pomiędzy prawem czyli wyrazem funkcji ustawodawczej i przepisem aktem właściwym działalności władzy wykonawczej.

Jakie mogą być konsekwencje tego stanu rzeczy dla funkcjonowania IV Rzeczpospolitej ? Jeden wniosek wydaje się oczywisty : biurokraci i technokraci nowego typu powinni posiadać prawo inicjatyw legislacyjnych a także to właśnie oni muszą wyznaczać nowe zadania dla administracji. Wniosek ten jest jeszcze jednym potwierdzeniem ogólniejszego prawa stwierdzającego, ze w współczesnych systemach politycznych władza napotyka coraz większe trudności w odpowiednim pobudzaniu i ukierunkowaniu procesów decyzyjnych, innymi słowy jak twierdzi Sandro Gozi : „suwerenność specjalistów zmierza do zdobycia przewagi nad suwerennościa demokratyczna oraz nad suwerennością parlamentarną”.

Unia Europejska charakteryzuje się także brakiem wyraźnego centrum zarządzania co upadabnia ja – przynajmniej w pewnym zakresie – do Internetu. Mnogość interesów jakimi nasycone są Rada i Komisja wskazuje na nieobecność w systemie polityczno-administracyjnym wyraźnej zależności hierarchicznej i dlatego system unijny jest – przez wielu specjalistów – nazywany systemem „sieciowym”. Nietrudno zauważyć, że zasady na jakich zbudowana jest UE sa całkowicie sprzeczne z naczelną cechą systemową jaką jest syndrom organizacji resortowej opartej zarówno na interesach jak i kulturze centralnej kadry urzędniczej. Państwo „resortowe” jest zaprzeczeniem „instytucji sieciowej” jaka jest UE.

Jak ta cecha ustrojowa wpłynęła na infrastrukturę informacyjną naszego kraju, która w warunkach globalizacji i powszechnej informatyzacji decyduje o sprawnym funkcjonowaniu państwa? System informacyjny administracji publicznej w naszym kraju charakteryzuje się skrajną autonomizacją. Dlatego PiS w swoim programie wyborczym postulował powołanie nowego ponadresortowego Urzędu ds. informatyzacji, który podlegałby bezpośrednio premierowi.
Jakie byłyby jego zadania? Przede wszystkim opracowywanie standardów czyli reguł informacyjnych obowiązujących wszystkie podmioty wchodzące w skład administracji publicznej , następnie kontrola stosowania tych reguł oraz koordynacja współdziałania.

Realizacja tych zadań przez nowy urząd doprowadzi - w sferze informacyjnej - do przezwyciężenia syndromu Polski resortowej pod warunkiem, ze jednocześnie nastąpi reorganizacja, precyzyjniej uszczuplenie kompetencji kilku ministerstw odpowiedzialnych dotychczas za niektóre rejestry informacyjne. Rząd premiera Kaczyńskiego przystąpił do realizacji tej reformy : w pierwszej fazie nastąpiło powołanie Komitetu Stałego Rady Ministrów ds. Informatyzacji i Łączności, który przygotuje plan powołanie ponadresortowego Urzędu ds. informatyzacji i łączności. Likwidacja Polski resortowej jest równoznaczna z końcem III Rzeczpospolitej. IV Rzeczpospolita będzie „państwem sieciowym” przystosowanym w sferze instytucjonalnej do skutecznej współpracy (a gdy będzie trzeba rywalizacji) z najbardziej uprzemysłowionymi krajami świata.

 

Piotr Piętak

Drukuj E-mail