Państwo to my

Centralny Wykaz Ubezpieczonych prowadzony przez NFZ powinien być do 1 lipca 2012 r. dostępny w placówkach zdrowotnych na terenie całego kraju – zapowiedział kilka dni temu minister Michał Boni. Z komunikatu tego wynika, że od 1 lipca 2012 r. lekarze będą dysponowali informatycznym narzędziem, które im umożliwi błyskawiczną odpowiedź na pytanie : czy jego pacjent jest aktualnie ubezpieczony. Należałoby się cieszyć, tylko niestety wszyscy zainteresowani wiedzą, że taki wykaz powinien już dawno istnieć w systemie informatycznym ZUS.

Przypomnijmy, że w 1998 r. – 36 miesięcy po zapoczątkowaniu przez Prokom budowy systemu informatycznego KSI ZUS - , Sejm uchwala ustawę, która powołuje do życia instytucję Centralnego Rejestru Ubezpieczonych, w którym znajdować się mają indywidualne konta ubezpieczonych zawierające informacje o przebiegu ubezpieczenia, członkostwie w funduszach emerytalnych, wysokości składek i przysługującemu ubezpieczonemu emerytury. Innymi słowy Centralny Rejestr Ubezpieczonych w ZUS spełnia te same funkcje co Centralny Wykaz Ubezpieczonych w NFZ ; jest to ten sam rejestr i powinien on już od dawna funkcjonować.

Dlaczego nie funkcjonuje ? Otóż odpowiedź na to pytanie możemy uzyskać analizując przebieg informatyzacji ZUS –u. Z dniem 10 października 2010 r. kończy się, zawarta 14 lat temu umowa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z Asseco Poland (dawny Prokom Software) na informatyzacje ZUS-u. Na budowę tego systemu wydano już około 3 miliardów zł, a on wciąż nie jest dokończony i zintegrowany z systemami obsługującymi tzw. stare emerytury. Historii informatyzacji ZUS-u warto się bliżej przyjrzeć ponieważ odzwierciedla ona najpełniej wszystkie patalogie współczesnego państwa polskiego.

Informatyzacja ZUS-u, była integralna częścią reformy systemu ubezpieczeń społecznych, których podstawą był pomysł tzw. II filaru systemu emerytalnego opartego na obowiązku lokowania środków w prywatnych otwartych funduszach inwestycyjnych, systemu będącego zmodyfikowaną, niekonsekwentną transplantacją rozwiązania zastosowanego w Chile w czasie rządów Augusto Pinocheta. Procesu informatyzacji ZUS-u nie można rozpatrywać w izolacji od całości reformy, bowiem np. opóźnienia w jego realizacji miały bezpośredni, negatywny skutek na działanie funduszy emerytalnych.

To „sprzężenie zwrotne” między procesem wprowadzania reformy emerytalnej a procesem informatyzacji ZUS-u, uzależniało w dużym stopniu władze państwowe od firmy, która realizowała Krajowy System Informatyczny ZUS. Sukces informatyzacji ZUS-u był sukcesem jego kierownictwa. Klęska informatyzacji, klęską ZUS-u, rządu i także – w dużym stopniu - reformy emerytalnej. Co w takiej sytuacji należało robić ? Lub inaczej – jak w takich sytuacjach postępują rządy krajów zachodnich ?

Postępują zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i elementarną wiedzą ekonomiczną, której pierwszą i naczelna zasadą (egzekwowaną bezlitośnie przez władze UE), jest niedopuszczenie do monopolu jakiejś firmy na rynku określonego towaru czy usługi. To jest elementarz racjonalnej ekonomii i dlatego władze państwa wyznającego te zasady nie dopuściłyby nigdy do realizacji tak wielkiego i ważnego społecznie przedsięwzięcia jak informatyzacja rent i emerytur przez jedną firmę.

Każdy racjonalnie myślący polityk, wie że – niezależnie od intencji np. prezesa przedsiębiorstwa – monopol skutkuje obniżeniem jakości wykonanej usługi. Dlatego w przypadku informatyzacji ZUS-u podzielono by ją na co najmniej 2 moduły i rozpisano by nie jeden przetarg a dwa. W ten sposób państwo zachowało by pole manewru między firmami. Nasze państwo czyli nasi urzędnicy postąpili dokładnie odwrotnie : rozpisali jeden przetarg na realizacje Krajowego Systemu Informatycznego ZUS czyli oddali państwo w niewole jednej firmy ponieważ – powtórzę to jeszcze raz – obowiązkiem przedsiębiorstwa jest maksymalizacja zysków i dbanie o realizacje interesów swoich akcjonariuszy a nie dbanie o realizacje interesu publicznego.

Monopol czyli brak jakiejkolwiek konkurencji daje każdemu przedsiębiorstwu wiele okazji do podnoszenia ceny za wykonywane usługi. Czy tak było w przypadku Prokomu, który wygrał przetarg na realizacje KSI ZUS ? Nie wiem. W 2001 r. redaktor tygodnika Computerworld spytał Mariusza Ulickiego aktualnego wiceprezesa ZUS – ile kosztuje polskiego podatnika projekt informatyzacji ZUS-u wykonywany przez firmę PROKOM ? Odpowiedź brzmiała : „Poproszę inny zestaw pytań...”. Zwracam uwagę , że wiceprezes ZUS-u nie odpowiedział : nie wiem, lub trudno powiedzieć, lecz udzielił odpowiedzi sugerującej, że firma Prokom doi polskie państwo jak tylko może.

Tajemnicza aluzyjna odpowiedź wiceprezesa ZUS-u jest charakterystyczna dla procesu informatyzacji tej instytucji dosłownie utopionego w niedomówieniach, niedopowiedzeniach i różnego rodzaju „państwowych tajemnicach”, które powodują, że pisanie artykułu o tym kontrakcie zamienia się prawie automatycznie w śledztwo. To co jest najdziwniejsze – a jednocześnie stanowi normę – w realizacjach wielkich projektów informatycznych w III Rzeczpospolitej to sfera poufności , tajności i tajemnic państwowych, których ujawnienie groziłoby najprawdopodobniej jakąś katastrofa państwową, a które bronią po prostu urzędniczej nieudolności i niekompetencji.

Aneks do umowy z PROKOMEM jest tajny, koncepcja informatyzacji ZUS-u była także opracowywana w tajemnicy przed opina publiczną, przetarg wygrywa oczywiście firma, która oferuje najniższą cenę czyli Prokom tylko w niecałe trzy lata później okazało się, ze cenę budowy systemu lepiej wyceniły firmy, które przetarg przegrały. Ale to są detale, przypomnijmy fakt najważniejszy, informatyzacje ZUS-u rozpoczęto zanim znane były rozwiązania prawne, (automatycznie pociągające za sobą reorganizacje ZUS-u), na których opierać ma się system ubezpieczeń w Polsce. Innymi słowy cały proces wprowadzenia reformy systemu ubezpieczeń postawiono na głowie , zamiast cyklu : nowe prawo, reorganizacja ZUS-u, informatyzacja, w III Rzeczpospolitej wprowadzono metodę : najpierw informatyzacja, potem nowe prawo a na końcu reorganizacja ZUS-u.

Tą rewolucyjną metodę – zgodnie ze standartami panującymi w naszym kraju – uprawomocniła Gazeta Wyborcza do której autorytetu w sprawach ZUS-u odwołało się kierownictwo tej instytucji. Andrzej Giryn, wiceprezes ZUS-u w 1997 r, stwierdził:

"Szerokie uzasadnienie stworzenia w ZUS nowoczesnego systemu informatycznego, które w pełni podzielamy, zostało przedstawione w artykule Andrzeja Bratkowskiego pt. "Czy zdążymy oszczędzać na starość", opublikowanym w Gazecie Wyborczej (...). W artykule tym udokumentowano tezę, że podstawowe zagrożenie dla tej reformy tkwi w konieczności szybkiego stworzenia odpowiedniej infrastruktury. Wymaga to przede wszystkim przeprowadzenia głębokiej reorganizacji systemu informacyjnego ZUS, co w praktyce jest uwarunkowane stworzeniem w tej instytucji zupełnie nowego, kompleksowego systemu informatycznego ".

Najpierw informatyzacja, potem prawo a z tego wynikało że monopol PROKOM-u miał charakter nie tylko ekonomiczny lecz wręcz ideowy, konsekwencje tego faktu dla funkcjonowania ZUS-u były katastrofalne. Na początku 2004 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych rozesłał do osób, które same ubezpieczają się w ZUS-ie, listy z pogróżkami o czekających ich karach za przestępstwo, jakich rzekomo się dopuścili nie składając w październiku 2003 roku nowych deklaracji ubezpieczeniowych.

Jak się okazało , ZUS zmienił we wrześniu 2003 roku kody klasyfikacji rodzajów ubezpieczeń, co zostało opublikowane w Dzienniku Urzędowym Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Zmiana ta spowodowała konieczność zmiany kodów w deklaracjach osób ubezpieczonych. Jednak zamiast dokonać tej zmiany w systemach informatycznych ZUS i o zmianach poinformować ubezpieczonych, uznano, że to oni są winni, że we wcześniej złożonych deklaracjach maja stare kody. Obywatele są winni za błędy instytucji i za błędy firmy obsługującej systemy informatyczne ZUS-u !

Kierownictwo ZUS w ciągu kilku lat zapomniało, ze ich głównym obowiązkiem jest bronić interesu podatników a nie interesu PROKOM-u. Ta przedziwna sytuacja spowodowana metodą wprowadzania reformy ubezpieczeń społecznych doprowadziła – po kilku latach informatyzacji ZUS-u - do stanu permanentnego zamętu, który był w gruncie rzeczy na rękę wszystkim decydentom.

 

Po pierwsze, był on na rękę ZUS-owi. Gdyby system działał, można by dość sprawnie policzyć, ile pieniędzy do tej instytucji wpływa, a ile wypływa. Okazałoby się, że istotna część nakładów, które przeznaczamy na tzw. ubezpieczenia społeczne, jest marnotrawiona czy wręcz rozkradana. Porównałoby się efektywność działania np. funduszu emerytalnego do efektywności działania ZUS i okazałoby się, że każdy Polak zrobiłby lepiej chowając pieniądze w skarpecie niż oddając je ZUS-owi.

Po drugie, okazałoby się, że istotna część kadry ZUS, zapewne nawet większość, nie jest tam potrzebna, a najmądrzej brzmiące nazwy stanowisk i opisy obowiązków nie byłyby w stanie ukryć faktu, że bałagan panujący w ZUS-ie jest jedynym usprawiedliwieniem ich pracy. I wraz z zaprowadzeniem porządku w tej firmie straciliby oni rację bytu.

Po trzecie, zakończenie prac nad KSI ZUS byłoby niekorzystne dla wykonawcy, czyli Prokomu. Program spóźniał się coraz bardziej, a jakoś nie było słychać o karach umownych, które firma wpłacałaby do kasy Zakładu. Wniosek z tego, że umowa albo takich kar nie przewidywała, albo Prokom sobie tylko znanym sposobem ich unikał. Nie wiemy tego, dopóki nie poznamy umowy. A firma miała klienta, który pieniędzy miał pod dostatkiem, będąc przy tym techniczne całkowicie uzależnionym od dostawcy - żyć, nie umierać!

 

Jednak w roku 2002 Prokom zaczął odnosić wyraźne sukcesy w informatyzowaniu ZUS-u co zgodnie zauważyli wszyscy zainteresowani tym tematem. Otóż od 2000 r. Prokom oddał do użytku oprogramowanie (dostępne w Internecie) „Płatnik” służące do przesyłania danych m.in. przez ok. miliona firm do ZUS-u. „Płatnika” – jego pierwszej wersji – zaczęły używać księgowe, kadrowe, właściciele firm, informatycy i.t.d i właśnie te osoby zaczęły bezlitośnie wytykać wszystkie błędy w oprogramowaniu.

Prokom znalazł się pod ogromną presją społeczną i zareagował na nią tak jak każda normalna firma. Stworzył natychmiast specjalny zespół liczący aż 30 osób, którego celem było naprawianie usterek zauważonych w „Płatniku” przez jego użytkowników i w bardzo szybkim czasie dostarczył nową wersje, która także była sukcesywnie poprawiana. Mało tego ponieważ „Płatnika” można było używać tylko w systemie Windows, grupa informatyków używająca innego systemu nie zgodziła się na narzucanie przez firmy standartów, które mogą być niezgodne z standartami domowych komputerów.

Internauci się zbuntowali i zorganizowali wokół projektu Janosik , który polegał na napisaniu „Płatnika” dla systemu Linux. Batalia pomiędzy informatykami skupionymi wokół projektu Janosik a ZUS-em i PROKOM-em trwała kilka lat i zakończyła się zwycięstwem internautów, zmusili oni – jedną z najpotężniejszych instytucji w III Rzeczpospolitej – do zainstalowania na swoim portalu właśnie systemu Linux. Czyli zmusili ZUS do otwartości.

Z faktów powyższych wynika dzisiaj dla nas jeden kapitalny wniosek : III Rzeczpospolita funkcjonuje w miarę normalnie tylko wtedy gdy poddana jest stałej presji społecznej. Na portalu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji minister Boni stwierdz, że pragnie aby projekty informatyczne były poddane społecznej kontroli. Chwyćmy ministra za słowo i zażadajmy – wysyłając pod elektroniczny adres e-maila – upublicznienia dokumentacji technicznej koniecznej do dokończenia Centralnego Wykazu Ubezpieczonych. Niech ten projekt będzie transparentny. Zmuśmy rząd do jawności, jest to w naszym interesie.


Piotr Piętak

Drukuj E-mail