Państwo - prywatne czy publiczne ?

Powstało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przyjęte okrzykami zachwytu przez prezesów firm informatycznych i środowisko komentatorów politycznych występujących stale w telewizji pana Waltera (TVN, TVN24). Wspólna cechą tego pochwalnego bezrozumnego piania jest absolutny brak wiedzy obu tych środowisk o mechanizmach rządzących funkcjonowaniem naszego państwa.

Wszyscy są także zachwyceni, że na czele nowego ministerstwa stanie M. Boni polonista z wykształcenia, który nie ma pojęcia o informatyce, ale za to – jak podkreślają komentatorzy – pochylał się zawsze z troską nad problemami internautów. Zadaniem Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji – wg premiera Tuska – będzie koordynacja (magiczne słowo) projektów z zakresu informatyzacji, sieci teleinformatycznych oraz e-gospodarki. Ponieważ tym samym zajmuje się Komitet Stały Rady Ministrów ds. Informatyzacji i Łączności to od dzisiaj będziemy w III Rzeczpospolitej mieli dwóch koordynatorów a to – jak każdy przedszkolak wie – zwiększy tylko bałagan w administracji III Rzeczpospolitej.

Z definicji bowiem koordynator może być jeden, jeżeli jest ich dwóch to nie ma żadnej koordynacji tylko wzrasta dezintegracja państwa polskiego. Ale pies gryzł koordynację – zajmijmy się zdrowym rozsądkiem , weźmy pod lupę jeden projekt informatyczny i prześledźmy proces jego realizacji.

Do przyszłego roku 2012 miał powstać system informatyczny do obsługi zwolnień lekarskich. Dzięki systemowi zmniejszyłaby się liczba absencji, za którą płacą pracodawcy i zakład ubezpieczeń. Podczas wizyty pacjenta lekarz wypełniałby elektroniczny formularz, który za pośrednictwem sieci natychmiast trafiałby do ZUS. Ten zaś od razu mógłby skontrolować, czy pracownik na zwolnieniu naprawdę choruje. Według statystyk Polacy są najbardziej chorowitym europejskim narodem.

Aktualnie ZUS wprawdzie sprawdza prawidłowość wykorzystania zwolnienia, ale ma ograniczone możliwości. Zanim wystawione na kilka dni zwolnienie trafi do ZUS, pacjent zdąży wrócić do pracy. Na dostarczenie druku L4 ma bowiem siedem dni. Może go nawet siódmego dnia wysłać listem poleconym. Nie ma więc możliwości sprawdzenia, czy zamiast przez tydzień leżeć w łóżku, nie dorabia w innej firmie lub nie korzysta z dodatkowych wakacji. 75,5 mln zł nie wypłacono ubezpieczonym na fikcyjnych zwolnieniach po kontroli w pierwszej połowie roku. Mimo ograniczeń ZUS tylko w pierwszym półroczu tego roku wstrzymał bądź zawiesił wypłatę świadczeń chorobowych na blisko 75,5 mln zł.

Gdyby wdrożony został system e-zwolnień, oszczędności byłyby jeszcze większe. Jednak – jak podała prasa - system e-zwolnień lekarskich nie powstanie w przyszłym roku. Pracownicy biorący fikcyjne L4 na kilka dni wciąż będą bezkarni. Finansowo stracą na tym zarówno pracodawcy, jak i budżet państwa.

Pierwsza uwaga jaka narzuca się każdemu człowiekowi obdarzonemu zdrowym rozsądkiem a nie niewątpliwymi talentami technokratycznymi n.p ministra Boni, to fakt, że jeżeli pracownik miałby obowiązek dostarcznia zwolnienia do pracodawcy nie w ciągu 7 maksymalnie dni ale 3 to tylko ta drobna zmiana w prawie mogłaby przynieść oszczędności sięgające milionów złoty miesięcznie. Powtórzmy bez wprowadzania nowego systemu informatycznego, zmieniając jedno rozporządzenie osiągnięto by już oszczędności rzędu 20 - 30 mln miesięcznie.

I tu pojawia się pytanie czy minister Boni będzie miał prawo nakazać ministrowi pracy i polityki społecznej taką zmianę prawa czy nie ? Otóż nie minister Boni nie ma żadnego prawa. Bowiem ministerstwa w III Rzeczpospolitej funkcjonują na tej samej zasadzie co udzielne księstwa magnatów na Ukrainie w XVI i XVII wieku.

Druga uwaga jest trywialna ale nikt ze znanych mi komentatorów jej nie poruszył, a niektórzy - jak publicysta „Polityki” E. Bendyk – po prostu nie wiedzą co to jest funkcjonowanie państwa w którym informatyzacja polega na automatyzowaniu przepływu informacji pomiędzy urzędami. Czyli aby cokolwiek zinformatyzować, najpierw poddaje się analizie obowiązujące prawo (ustawy, rozporządzenia itd.) a następnie zmienia się je w ten sposób by – bez jego informatyzowania – usprawnić przepływ informacji pomiędzy różnymi rządowymi agendami. Ewidentny przykład – cytowany powyżej - to obowiązek dostarczania zwolnienia do pracodawcy nie w ciągu 7 dni ale 3 dni.

Następnie dokonujemy analizy informacyjnej przesyłanych druczków aby m.in. odkryć dane, które się na nim powtarzają n.p podajesz nr. Pesel i datę urodzenia. Po ci jeżeli 6 pierwszych cyfr numeru Pesel to data urodzenia ? Po wyeliminowaniu powtórzeń można przystąpić do automatyzacji ich przesyłania czyli informatyzacji.

W przypadku projektu e-zwolnien wszystko było postawione na głowie, bowiem do dzisiaj nie znowelizowano ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych i o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa oraz czterech rozporządzeń. W dodatku jest ewidentne dla każdego normalnego człowieka, że aby system e-zwolnień zadziałał to wszyscy lekarze uprawieni do wydawania takich zwolnień musza być wyposażeni w komputery ! Otóż jak podaje wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej większość gabinetów lekarskich wciąż nie ma komputerów. To po co ten system wprowadzono, czy przed podjęciem nad nim prac ministerstwo pracy i opieki społecznej nie dysponowało statystykami dotyczącymi wyposażenia gabinetów w komputery ? Aż się wierzyć nie chce, że podjęto decyzję o budowie systemu e-zwolnień bez przeprowadzenia ankiety wśród lekarzy. Powyższe uwagi nie maja nic wspólnego z koordynacją, lecz z zjawiskiem zgoła innym a mianowicie informatyzuje się u nas niedobre niefunkcjonalne prawo absurdalne rozporządzenia, ponieważ tego typu irracjonalna informatyzacja nabija kabzę firmom informatycznym. Czy min. Boni będzie miał odwagę, przeciwstawić się interesom tych firm ?

 

Piotr Piętak

Drukuj E-mail