Marcin Król - od opozycji do komunizmu

Marcin Król wzywa – na łamach „Wprost” prezydenta i premiera do działań ratujących naszą ginącą pod ciosami faszystów demokrację która dla naszego intelektualisty charakteryzuje się :

„poczuciem wspólnoty politycznej, które góruje ponad najbardziej ostrymi merytorycznymi podziałami. Jeżeli ktokolwiek uważa, że ta wspólnota nie istnieje, że rządzącym nie należy się nie tyle minimum szacunku, ile formalne i rzeczywiste uznanie za współpracowników w demokracji, ten stawia się poza demokracją.”.

Zgadzam się z banalnym spostrzeżeniem, że w dzisiejszej Polsce zanikło poczucie politycznej wspólnoty, ale nasz wybitny intelektualista nie zadaje pytania, dlaczego ono zanikło? Przecież to pytanie zadaje sobie każdy obywatel III Rzeczpospolitej interesujący się sprawami publicznymi.

Każdy z wyjątkiem intelektualistów na usługach rządu. Każdy kto w tym kraju żyje, patrzy i słucha. Każdy kto pamięta, że polityczna wspólnota w Polsce zaczęła zanikać po tragedii smoleńskiej, dokładniej w wyniku reakcji rządu PO na tą tragedię. Pamiętamy wszyscy jaka była to reakcja: nic w gruncie rzeczy się nie stało.

Gdyby było inaczej, gdyby jak pisze M. Król rządzący odczuwali minimalne poczucie wspólnoty z ofiarami tragedii smoleńskiej, to ktoś z rządu podałby się do dymisji. Ten symboliczny akt byłby potwierdzeniem przez PO właśnie wspólnoty politycznej z ofiarami tragedii. Ponieważ takiego aktu – ewidentnego w świetle rozmiarów tragedii – nie było, część narodu uznała (i słusznie), ze rządzący nie poczuwają się do żadnej wspólnoty z swoimi przeciwnikami politycznymi.

M. Król - jak na prawdziwego intelektualistę przystało – pisze o wszystkim (Obama, Hitler itd.) nie wspominając ani słowem o realiach politycznych w Polsce, które doprowadziły do zaniku wspólnoty politycznej w naszym kraju. Tak jakby ta część narodu, która żyje w szoku po akcji rządu PO w sprawie tragedii smoleńskiej nie istniała, cytuje :

„Nadszedł w Polsce moment, kiedy już nie wystarczy znany tryb analizy: z jednej strony, z drugiej strony… Bo w polskiej demokracji nie ma już stron.”.

Czy M. Król zdaje sobie sprawę co napisał? Czy zdaje sobie sprawę, że jego słowa są zwierciadlanym odbiciem właśnie paradygmatu propagandy bolszewików i NSDAP? Druga strona nie istnieje.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail