Obama czyli F.Castro w Waszyngtonie

Po zwycięstwie Obamy w wyborach prezydenckich w USA, zwyciestwie, które może zapowiadać zmierzch unikalnej w historii ludzkości cywilizacji amerykańskiej, w Polsce zamiast dyskusji i omówień wyborów zapadła cisza tak jakby w kraju kolonialnym dozwolone było tylko wzajmne wyrzynanie się – w zakresie dozwolonym przez kolonizatorów – wrogich plemion a wymiana myśli czy nie daj Boże dyskusja na tematy zasadnicze, była ciężkim przestępstwem.

Nasze zaangażowanie się we wzajemną nienawiść jest tak wielkie, wszechobecne i wszechobejmujace, że świat zaczyna nam się wymykać. Gorzej, problemy świata nas już nie obchodzą co jest – w czasach globalizacji – narodowym samobójstwem. W 2005 roku byliśmy Narodem. W 2012 jesteśmy Plemieniem przeżywajacym pogańska rewoltę w której w role Masława wcielił się Palikot.

Członkowie plemiona nie myślą, kieruja się tylko emocjami i pragnieniem wyrżnięcia członków wrogiego plemienia. Zanik intelektualnej dyskusji, intelektualnej debaty jest pierwszym i najważniejszym objawem obumierania narodowej wspólnoty. Jeżeli wyniki wyborów prezydenckich w USA w których wygrał przedstawiciel filozofii kolektywistycznej nie są dla nas problemem, to oznacza to, że w kulturowej i gospodarczej przestrzeni współczesnego świata nie istniejemy.

Taki zresztą wniosek wyciagneła już dawno administracja prezydenta Obamy i trudno mieć o to do niej pretensję. Jesteśmy innowacyjnym liliputem czyli nie uczesniczymy w gospodarce napedzanej wiedzą, nasze państwo to orwllowska zagroda w której czego nie dotkniesz to się wali, a nasz współczesna sztuka - z szlachetnym wyjątkiem kilku filmów – to zbiór wulgarnych imitacji znad Sekwany.

Polska czyli mniej niż Zero. Tak nas oceniają – jeżeli wogle jest co oceniać – na Zachodzie. Jedyne co nas może uratować to myślenie a raczej odwaga myślenia – odwaga polegająca na tym, ze nie będziemy się bali popełnic błędu, nie będziemy się bali do błędu przyznać, nie będziemy się bali opinii przedstawicieli wrogich plemion, których jedynym celem jest niszczenie inaczej myślacych.

Nieszczęściem dzisiejszej Polski sa obozy polityczne PO i PiS-u w które wcielił się współczesny Ciemnogród. Z jednej strony klasa komparadorska, która udaje – z wysiłkiem -, że umie mówić w języku swoich panów i na jedno zmarszczenie brwi z ich strony wpada w panikę typowa dla niewolników z drugiej „karły udajace olbrzymów” – jak określają nasz bochaterski naród studenci z Anglii czy USA.

Z jednej strony strach przed panami z Berlina i New Yorku i pogarda dla własnego narodu, z drugiej narodowa megalomania i umiejetność działania tylko i wyłącznie w historycznych – rzecz jasna powstańczych - kostiumach co zmienia Polske w kraj w kraine z teatru absurdu. Ta wojna między nieudolnością i groteską, ten gombrowiczowski pojedynek „na miny” – który, proszę wybaczyć ten passus, uwłacza pamięci ofiar tragedii smoleńskiej, wyjaławia nas intelektualnie i kulturowo.

Z wyjątkiem jednego artykułu opublikowanego w „Rzeczpospolitej” powtórny wybór Obamy na prezydenta USA, ograniczył się do westechnień typu: ach co będzie z tarczą! O najważniejszych wyborach na świecie nie mamy nic do powiedzenia, wiecej ten wybór nas w gruncie rzeczy nie interesuje i właśnie ten brak zainteresowania dowodzi dobitnie w jak katastrofalnym stanie znajduje się nasz kraj.

Dlaczego wybór Obamy jest tak ważny, dlaczego być może zapowiada – jest to oczywiście hipoteza – nowy etap w funkcjonowaniu globalnej gospodarki, nowy etap w funkcjonowaniu współczesnej cywilizacji? W trakcie kampanii wyborczej Obama wielokrotnie atakował otwarcie tradycyjny model kultury amerykańskiej oparty na wolności jednostki jej samowystarczalności względem władzy administracyjnej, więcej Obama zanegował główny mit amerykańskiej cywilizacji wyrażonej w znanym powszechnie przysłowiu, że w Ameryce każdy pucybut – dzięki pracy, indywidualnemu wysiłkowi - może stać się milionerem.

Ten mit – odgrywający tak ogromna rolę kulturotwórczą – został przez Obame wyśmiany. Dla obserwatorów przemian cywilizacyjnych stało się jasne, ze celem obozu politycznego Obamy jest likwidacja unikalnej cywilizacji amerykańskiej opartej całkowicie na porozumieniu wolnych jednostek. Zapomina się także, że to porozumienie gmin protestanckich z końca XVIII wieku, którego wyrazem była amerykańska Konstytucja, było w pewnym sensie cudem jak chodzenie po jeziorze czy uzdrowienie trędowatego. Ustrój Stanów Zjednoczonych był wyrazem indywidualizmu, wolności jednostki wobec państwa.

Był to fenomen historyczny tak jak np. Unia Polski i Litwy. Obama wyraża myślenie kolektywistyczne i jak na USA myślenie kolektywistyczne w skrajnym wydaniu. Jakie procesy społeczne, kulturowe i ekonomiczne doprowadziły do zmiany paradygmatu filozofii politycznej w USA?

Odpowiedź na to pytanie równałaby się napisaniu historii Stanów Zjednoczonych od lat 20 –tych XX wieku, bowiem to wtedy właśnie wprowadzenie przez banki łatwego i masowego kredytu doprowadziły a w praktyce zlikwidowały fundament protestantyzmu, jakim była oszczędność. Kredyt jest jej zaprzeczeniem. Od tego momentu następuje powolna erozja protestanckiego systemu wartości, który otwarcie i z niezwykłą zaciekłością jest zaatakowany przez rewoltę hippisowska w latach 60 –tych XX wieku.

Młodzież amerykańska neguje wszystko co kultywowali ich rodzice, dlatego powtórny wybór Obamy można – moim zdaniem – analizować także jako symboliczne zakończenie rewolty hippisowskiej. Własnie wtedy na przełomie lat 60 i 70 –w konsekwencji buntu hippisów przeciwko autorytarnym stosunkom w rodzinie doszło w USA do założenia – o czym się dzisiaj już nie pamieta - pierwocin społecznej i bezpłatnej służby zdrowia.

Dzieci-kwiaty zakładały komuny w których warunki sanitarne, były wręcz potworne i ich rodzice postanowili zorganizować służbe zdrowia majacej za zadanie zajęciem się leczenia zarówno zbuntowanych synów i córek jak i wnuków pozostawionych samym sobie, praktycznie bez opieki rodzicielskich (los dzieci hippisów to jeden z najtragiczniejszych epizodów historii USA).

Dzieci-kwiaty zgodziły się, ale pod jednym warunkiem: z tej opieki zdrowotnej mogliby również korzystać biedni obywatele USA pozbawieni zdrowotnego ubezpieczenia. Przypominam te fakty, ponieważ bezpośrednią przyczyną wygranej Obamy jest - przyznał to już jego rywal Romney – przeforsowanie przez tego pierwszego reformy ubezpieczeń zdrowotnych zwanej Obamacare. Co ważniejsze reforma ta zaskarżona do Sądu Najwyższego przez republikanów została latem br uznana za zgodną z Konstytucją.

Piotr Piętak

Drukuj E-mail