ACTA - najpierw czytać - później pisać

Napisane przez mediologia, .

Zdumiewające są teksty (n.p pan Wróbel w salonie24) o porozumieniu ACTA, które nadal operują dychotomią : własność – piractwo, które to przeciwieństwo w warunkach społeczeństwa informacyjnego, gospodarki napędzanej wiedzą i Internetu fałszuje rzeczywistość i umacnia wpływy koncernów medialno-muzycznych wśród obywateli naszego kraju dla których słowo „własność” jest świętością. Zdumiewające ponieważ dowodzą, że piszący w ten sposób publicyści sytuuja się na tym samym poziomie wiedzy o tym temacie co politycy czy dziennikarze TVN24.

Pierwsze banalne pytanie brzmi czym różni się własność (n.p domu czy tony jabłek) od własności intelektualnej czyli praw autorskich do np. książki czy utworu muzycznego ? Drugie pytanie – a są to zagadnienia podstawowe ABC tematu – brzmi : czym różni się produkcja rzeczy materialnych od produkcji informacji ? Innymi słowy nie warto pisać o temacie, jeżeli się o nim nic nie wie. Z punktu widzenia ekonomicznego informacja (produkt informacyjny) jest niekonkurencyjna. Dobro uważa się za niekonkurencyjne wtedy, kiedy jego konsumpcja przez jedną osobę nie zmniejsza jego dostępności dla innych osób.

Ta cecha produktu informacyjnego doprowadziła ekonomistę Kenneth Arrowa do sformułowania w latach 60 –tych XX wieku stwierdzenia paradoksu, który został sformułowany w następujący sposób : „dokładnie w takim zakresie w jakim (własność – intelektualna) jest skuteczna, informacja nie jest w pełni wykorzystana”. Niekonkurencyjność produkcji informacji to nie jedyna dziwna właściwość produkcji informacji rozumianej jako zjawisko ekonomiczne.

Druga istotna osobliwość polega na tym, że informacja stanowi zarówno czynnik, jak i wynik własnego procesu produkcji. Aby napisać ten artykuł, muszę mieć dostęp do innych artykułów omawiających ten temat, pisanych wcześniej. Aby napisać powieść czy scenariusz muszę wykorzystać i na nowo przetworzyć istniejące formy kulturowe takie jak wątki fabularne czy zwroty akcji. Balzac zaciekły obrońca praw własności intelektualnej, korzystał - sam o tym pisał – wątki fabularne, postacie i sytuacja z powieści amerykańskich Coopera.

Ekonomiści określają tę sytuację jako efekt „stania na ramionach olbrzymów”, co stanowi przywołanie sentencji przypisywanej Netonowi : „Jeśli widzę dalej niż inni, to dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów”. Moja propozycja do pana Wróbla i innych znawców problematyki własności intelektualnej brzmi : zanim napiszecie jakiś artykuł na temat ACTA (np. polemikę z moimi uwagami) przeczytajcie te książki, które wyznaczają horyzont intelektualny debaty w USA :


L. Lessig - „Wolna kultura”
Yochai Benkler – „Bogactwo sieci”
Lew Manovich – „Język nowych mediów”
D. Tapscott, A.D.Williams – „Wikinomia”


Dodam, że są one przetłumaczone na język polski. Po ich przeczytaniu będziecie mogli powiedzieć za Newtonem : „Zabieram głos w debacie o ACTA, bo stoję na ramionach, tych, którzy ten problem analizują od dziesiątek lat (a nie dni jak Polacy)”. Dodam drugą informację – wszyscy wymienieni przez mnie autorzy są obrońcami liberalnego porządku i obrońcami praw własności, ale widzą różnicę w produkcji informacji w społeczeństwie medialnym XX wieku i społeczeństwie informacyjnym końca XX wieku i początku wieku XXI wieku.

Nie można bowiem pisać o ACTA nie wiedząc nic lub prawie nic o produkcji partnerskiej zwanej wikinomią, o rewolucji „wolnego oprogramowania” dokonanej przez hakerów czyli piratów, którzy za darmo stworzyli wszystkie narzędzia obsługujące Internet, o tym, że Internet zmienił konsumentów w tzw. „prosumentów” czyli aktywnych współuczestników, o tym że w tych warunkach przedsiębiorstwa zrozumiały, że to nie tylko konkurencja lecz także umiejętność współpracy z innymi firmami oraz użytkownikami internetu jest kamieniem węgielnym liberalizmu ery informatyzacji.

Dla firm i ich akcjonariuszy jest oczywiste, że w dobie internetu warunkiem przetrwania i rozwoju jest nie trzymanie w tajemnicy zasobów wiedzy (patenty, tajemnica handlowa) przedsiębiorstwa tylko ich (przynajmniej częściowe) upowszechnienie w celu jak najszybszego nawiązania współpracy z użytkownikami „światowej pajęczyny”, którzy interesują się daną dziedziną produkcji. Liberalni przedsiębiorcy wykorzystali stworzone w internecie specyficzne formy produkcji informatycznych towarów, która oparta jest na współpracy i jawności a nie na konkurencji i tajemnicy handlowej. Liberalizm samoogranicza się redefiniując radykalnie pojecie „konkurencji” i „tajemnicy handlowej”.

Nie można pisać o ACTA, zapominając (albo nie wiedząc, że w 1998 roku w USA uchwalono ustawę Sony Bono Copyright Term Extension Act, która w, której wydłużyła okres obowiązywania praw do utworów o 20 lat (z 50 do70!) po śmierci autora. Do uchwalenia tej ustawy przyczyniła się głównie firma Disney, której najwcześniejsze produkcje – filmy z Myszką Miki – w roku 1998 przechodziły do domeny publicznej czyli n.p mogłyby być wykorzystywane przez reżyserów i internautów.

Dzięki tej ustawie Disney uzyskał kolejne 20 lat monopolu na dystrybucje tych produktów a ochroną prawną objęto wszystkie treści związane z Miki Mouse uniemożliwiając twórcom inspirowanie się tym symbolem. Nie można pisać o ACTA nie wiedząc (albo zapominając), że w 2013 roku wygasają prawa do nagrań pierwszych albumów takich artystów jak The Beatles Presley czy Clif Richard. Od tego czasu – jeśli ACTA lub neo-ACTA nie zostaną uchwalone – każdy będzie mógł nagrać na nowo ich piosenki bez konieczności pytania ich o zgodę. Dla przemysłu muzycznego oznacza to olbrzymie straty.

Dlatego jego przedstawiciele lobbowali intensywnie w sprawie przedłużenia okresu obowiązywania praw autorskich do nagrań muzycznych z obecnych 50 lat do 95 lat. Wstydu – rzeczywiście - ci ludzie nie mają. ACTA dla przemysłu muzycznego to interes – palce lizać i wszyscy wiedzą, że za ich podpisaniem stały potężne korporacje medialne i muzyczne usytuowane głównie w USA. ACTA to porozumienie w interesie wydawców czy producentów piosenek. Twórcy nic nie tracą, bowiem oni i ich spadkobiercy zachowują swoje prawa przez 70 lat od śmierci autora.

Tak wygląda elementarz wiedzy o ACTA i prawie własności intelektualnej, podnieśmy nasze polemiki na poziom ciut wyższy, ponieważ afera wokół ACTA to główna batalia współczesności i wymaga ona od nas wysiłku czytania rozumienia i odwagi. Tych cech polscy politycy nie posiadają.

 

Piotr Piętak

Opublikowano w Wszystko o Acta

Drukuj